niedziela, 9 lutego 2014

ZIMA ZIMA ZLA



I znowu pada. Po zaledwie dwoch dniach z odrobina slonca. Nie zdazylam sie tym sloncem nacieszyc. Tylko troszke zagrzalam moje coraz starsze kosci ;-). Pogrzebalam nieco w kwiatach. Malzonek zaczal przygotowywac ogrodek pod nowe grzadki. A tu dzis rano obudzily nas grzmoty i blyskawice. Za oknem ciemno jakby byl srodek nocy choc zegar wskazywal 9 rano. I chorem powiedzielismy "Znowu ? ". Ilez mozna. Chyba nigdy sie nie przyzwyczaje do takiej zimy. Bo to ani wyjsc z domu na spacer, ani porobic cos  w ogrodku, nie wspomne juz o zrobieniu zwyklego prania. Fakt , ze moge suszyc w lazience, ale zapach swiezosci i podworka daje praniu niezastapiona jakosc.


Wiec siedze w domu i zbijam baki. Jest niedziela i tradycyjnie nic nie robie. W niedziele sie relaksuje. Co prawda moglabym poprasowac, powinnam skrocic sobie spodnie, mam pare robotek decuopage, ale niedziela jest niedziela. Dzien calkowicie dla rodziny i nicnierobienia. I tak mysle o tej smutnej zimie i przypomniala mi sie ta sprzed dwoch lat. A dokadnie wlasnie luty 2012 roku. Wtedy to zdarzyl sie cud. Tak to przynajmniej dla mnie wygladalo. Przez poprzednie 10 lat wzdychalam do Polskiej zimy. Opowiadalam wszystkim jak to cudowne jest robic aniola posrod miekkiego puchu. Wspominalam lodowisko organizowane przez rodzicow na skwerku przed blokiem, walki na kulki, fortece, proby robienia igloo i oczywiscie tysiace balwanow. Ilez to godzin spedzilam na gorkach niedaleko szkoly podstawowej zjezdzajac na sankach, wracalam do domu mokrusienka, ale bardzo szczesliwa.  Dla mnie bylo nawet magiczne skrzypienie butow podczas maszerowania po sniegu.

I tu pewnego poranka budzimy sie we Wloszech, patrzymy za okno i co widze ?



Prosze co za widok. Stalam przy oknie patrzac na ten krajobraz i usmiechalam sie sama do siebie. Moje modlitwy zostaly wysluchane. Emanuele biegal od jednego okna do drugiego sprawdzajac czy to nie sen. W tym samym momencie zadzwonil telefon do meza z pracy, zeby nie przyjezdzal bo ulice sa nieprzejezdne. Maz sie zdziwil "Dlaczego ?", wiec mu odpowiedzieli "Spojrz za okno". W miedzyczasie Manu wlozyl kurtke i kalosze ( kozaczkow nie mial, bo nigdy nie potrzebowalismy) i wolal tate "Szybko, szybko idziemy na dwor zanim wszystko zniknie . Idziemy robic aniola, tak, jak opowiadala mamusia ". Ja za nimi  z mysla, ze trzeba koniecznie uwiecznic te chwile, bo kto wie, kiedy sie powtorzy. 



Jak widac na zdjeciu chlopaki nie sa nawet odpowiednio ubrani, bo po prostu nie mielismy odpowiedniego sprzetu. Maz opowiadal, ze on pamieta kilka dni sniegu w Rzymie ponad 20 lat wczesniej. Ale, ze nawet wtedy nie bylo az tyle bialego puchu. 
Od razu rozpoczeli delikatne dotykanie sniegu. Sprawdzali czy rzeczywiscie kazdy puch rozni sie od kolejnego i czy sa jak krysztalki. Emanuele probowal zrobic aniola, ale niestety snieg byl zbyt mokry . Zadowolil sie walka na kulki i lepieniem balwana. Przebieralismy sie kilka razy, suszylismy tyle samo, ale najwazniejsza byla chwila. 

Snieg zablokowal caly Rzym i okolice. My musielismy zostac w domu przez tydzien. Drogi byly zupelnie nieprzejzedne, szkoly zamkniete, wiele sklepow rowniez. Szczescie, ze zrobilismy zakupy na dzien przed sniegiem. Od razu zwiekszyla sie sprzedaz lancuchow na kola do samochodow. Na podjazd sypalismy sol, ale samochod i tak slizgal, ze hej. Wiec zostalismy w domu cieszac sie widokiem za oknem. Zapalalismy w kominku, wlaczalismy filmy o zimowej tematyce, pilismy goraca czekolade, przykrywalismy sie cieplym kocem modlac sie w duchu, zeby to sie nigdy nie skonczylo. 
Blogie chwile w rzeczywistosci trwaly tydzien. Snieg w takiej duzej ilosci spadl dwa razy. Nie wiem, kedy drugi raz zdarzy sie taka sytuacja. W tym roku, jak juz pisalam pada ciagle deszcz. W 2012 roku spadl snieg zapewne tez dlatego, ze byla to dosc sroga zimna. Jesli temperatura nie schodzi ponizej zera naturalne jest, ze zamiast sniegu pada deszcz. Ciesze sie mimo wszystko, ze moje chlopaki mialy taka okazje przezyc magiczne chwile. Moj syn byc moze juz nigdy wiecej nie zobaczy na zywo we Wloszech sniegu. Teraz wspominamy tamte momenty, ogladamy zdjecia i planujemy kiedy to pojedziemy do Polski zima. Marzymy ogromnie spedzic Boze Narodzenie w Polsce. Emanuele uwielbia przede wszystkim moje opowiesci o czekaniu na pierwsza gwiazdke na niebie i wpatrywanie sie w lampy na dworzu i spadajacy snieg wieczorowa pora. 

Jak na razie pozostaja nam wspomnienia tamtej zimy, cudownej zimy, takiej, jaka kocham od najmlodszych lat. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz