Rodzine mojego meza poznalam pozno, bo rok po tym, od kiedy zaczelismy nasza historie. Praktycznie najpierw wprowadzilam sie , a potem powoli, powoli maz przedstawial mi rodzine, a nie mnie rodzinie. I bardzo dobrze. Na poczatku dziwilo mnie, dlaczego maz nie chce mnie przedstawic, bylo mi nawet przykro. Czasami mialam wrazenie, ze nie traktuje mnie powaznie. Jednoczesnie wiedzialam jednak, ze Luigi nie jest osoba, ktora opowiada na prawo i lewo fakty swojego zycia. To prawda, ze decyzja o zalozeniu rodziny nie jest malostka i wypadaloby przynajmniej oznajmic te nowine ojcu, ale za niechecia wobec rodziny kryla sie bardzo wazna motywacja.
Maz ma dwie siostry i dwoch braci oraz ojca. Mama umarla kilkanascie lat temu. Nie poznalam jej i jak mi sie wydaje chyba dobrze sie stalo. Na moje pytanie czy podobalabym sie jej, Luigi zawsze odpowiada "Oszalaby na punkcie wnuka". No coz, poslubilam jej ulubienca. Wiem, ze byla bardzo zaborcza wobec syna.
No wiec powoli poznawalam rodzenstwo meza. Najpierw dwoch braci z rodzinami, a na koncu siostry. Wszystko wydawalo sie w porzadku. Siostry bardzo szczesliwe, ze wieczny kawaler wreszcie zdecydowal sie ulozyc sobie zycie. Och jak to pieknie, jak to cudownie. Ale...
Polka nie chciala dostosowac sie do regul typowej wloskiej rodziny z poludnia. Jak juz pisalam w poprzednich wpisach Luigi pochodzi z Neapolu. Neapol jest dokladnie taki, jak go widzimy w starych filmach. Halasliwy, chaotyczny, ludzie krzyczacy, pranie porozwieszane na sznurkach miedzy kamienicami, wszyscy wiedza wszystko o wszystkich. Cos jak na polskiej wsi.
Ale maz juz od ponad 20 lat mieszkal i pracowal w Rzymie i z Neapolem mial coraz mniej wspolnego, wrecz robil wszystko, zeby zatrzec slady neapolitanskiego pochodzenia. Bo tu wiadomo, ze jesli jestes z Neapolu, to na pewno kradniesz, kombinujesz, nie placisz podatkow, nie masz za grosz kultury. Taki stereotyp, choc jest w tym duzo prawdy.
Jedyny, ktory nadal mieszkal w Neapolu, byl moj tesc....teraz od dwoch lat mieszka niedaleko nas, dolaczyl do swoich dzieci. Bo za moim mezem po kilku latach od jego wyjazdu do Rzymu, podarzylo rodzenstwo z mama. Pewnego dnia zapukali do jego drzwi i juz zostali. Ale to na kolejna historie. W ogole rodzina Rossi jest bardzo oryginalna, na pewno sporo o niej bedzie. :-)
Ale wracajac do niesubordynowanej Polki, nie szukalam najprosciej opisujac przyjaciolek w moich szwagierkach. Mam dosc silny charakter i jak juz tez pisalam nie lubie, kiedy mi sie mowi, jak mam zyc. Wedlug Wlochow jesli jeszcze nie skonczyles 30 lat nie znasz sie absolutnie na zyciu i oni nie moga sie doczekac, zeby Cie tego zycia nauczyc. A dokladniej, masz robic tak, jak Ci sie doradza. Wiec, jesli szwagierka oczekuje, ze bedziesz jej codziennie zdawac relacje to tak ma byc. Masz urzadzac mieszkanie wedlug jej gustu, opowiadac o sprawach intymnych i w ogole najlepiej robic wszystko tak, jak radza szwagierki. No a ja sie buntowalam. Chcialam zyc wlasnym zyciem, rzadzic w moim domu, dzwonic wtedy, kiedy uwazalam za stosowne i miedzy innymi nie chcialam, zeby mi zawracano glowe. Szwagierki sa cztery wiec nie bylo latwo, ale dalam rade. Poustalalam szybko, ze ja lubie tak i tak, i jesli to akceptujecie to milo, a jesli nie, to trudno. Bo ja mialam 27 lat, ale w glowie juz od dawna bardzo poukladane i szanuje prywatnosc innych , ale przede wszystkim szanuje moja prywatnosc i chce, zeby ja szanowano.
Lubie, jak mnie ktos odwiedza, ale nie lubie niezapowiedzianych wizyt. Syna chce wychowywac po swojemu, doceniam rady, ale sama o nie poprosze. I co najwazniejsze i najtrudniejsze do zaakceptowania dla rodzinki, moje malzenstwo to malzenstwo bardzo partnerskie. Moj maz jest swietnym kucharzem i kuchnia to jego krolestwo, ja jestem mozna rzec od posprzatania po rewolucji, ale tak nam odpowiada. Mial i nadal ma ogromne z tym problemy moj tesc. No bo jak to, facet to facet, glowa rodziny i to on powinien byc obslugiwany. A tu nie dosc, ze cudzoziemka, mlodziutka to w dodatku ustawia go jak jej sie chce. Cos podobnego !!!
I nawet sie nie zastanowil, ze byc moze synowi tak wlasnie odpowiada.
Tesc zreszta odstawil pare niezlych numerow, z czego jeden tak przykry, ze dlugo nie przekraczal progu mojego domu.
My z mezem ustawialismy sobie zycie troche na odwrot. Najpierw urodzil sie Manu, a po 10 miesiacach wzielismy slub. Czekalismy dlugo na dokumenty z Polski. Wracajac jednak do tescia, dzien przed slubem zaprezentowal sie w pracy u meza. Ten przestraszony, ze cos zlego sie stalo, prawie wyrzucil przesluchiwanego z biura ( jest inspektorem policji). Szybko okazalo sie, ze tesc odwiedzil meza, po to, zeby go przekonac, zeby sie nie zenil. "Bo skad mozesz wiedziec czy ta dziewczyna nie chce Cie wykorzystac? Czy nie wychodzi za maz dla interesu? Byc moze szybko Cie zostawi i ucieknie, sprzeda co sie da i Ty zostaniesz bez niczego. A w ogole to jestes pewny, ze dziecko jest Twoje. Bo ja sie martwie, bo ja to z dobrego serca..."
Jak szybko wszedl do biura, jeszcze szybciej zostal wyrzucony. Ja sie o tym dowiedzialam kilka dni po slubie. Tesc mimo wszystko na slubie byl, usmiechniety zyczyl wszystkiego najlepszego. No coz...
Jak sie okazuje takie historie nie tylko na filmach mozna ogladac. Dlugo zastanawialam sie jak zareagowac na te scene. Po kilku miesiacach powiedzialam tesciowi, ze o wszystkim wiem, ze ja nikogo nie musze przekonywac o mojej milosci do Luigiego, jesli nie jego samego. Powiedzmy, ze wybaczylam. Coz moge poradzic na ludzka ignorancje. Zreszta bardzo szybko mialam satysfakcje.
Tesc od zawsze uwielbial kobiety. Z tesciowa przez wiele lat byli w separacji, bo on do wiernych nie nalezal. Charaktersytyka bardzo popularna wsrod Wlochow. Od kilku lat jednak byl sam. Nie bardzo mu odpowiadala ta sytuacja. Czesto chodzil na dancingi w poszukiwaniu nowej kobiety. W koncu poznal duzo mlodsza od siebie ( 25 lat o ile sie nie myle) Ukrainke. Jak sam mowil szukal kobiety, ktora by sie nim zaopiekowala na stare lata. Po 3 miesiacach znajomosci poslubil te kobiete, pomogl jej z dokumentami na staly pobyt we Wloszech, wzial pozyczke, bo ona chciala otworzyc laboratorium krawiecke.....a ona bardzo szybko zniknela z pieniedzmi, bizuteria, nowiusienkimi maszynami do szycia i wyszywania i tyle ja widzieli. Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie sie znajduje.
Dzis po 10 latach moje stosunki z rodzina meza sa bardzo cywilizowane. Szwagierki i szwagrowie zaakceptowali moje reguly i udaje nam sie zyc w jako takiej zgodzie. Jak to sie tu mowi PARENTI SERPENTI ( RODZINA JAK WEZE) staram sie nie rozciagac za bardzo weza.
A tescia tez udalo mi sie przyszpilic. Bo poza watpliwosciami jesli chodzi o moje uczucia do jego syna, mial zawsze cos do powiedzenia na temat polskiego jedzenia, tradycji. Dla starego Wlocha najlepsze jest wszystko, co wloskie, a juz to, co z Neapolu to numer jeden na swiecie.
I tak calkiem niedawno bardzo zaskoczylam starego wyge.
To jest BABà NAPOLETANO. Ciastko typowe z Neapolu. Nic innego jak biszkopcik namaczany woda aromatyzowana rumem. Ciastko, z ktorego Neapol jest bardzo dumny. Az tu nagle pewnego dnia malzonek oznajmil mi, ze babà w rzeczywistosci nie pochodzi z Neapolu a z Polski. Tak! Z Polski! Biszkopt to ciasto typowo polskie przeciez. Okazuje sie, ciastko to zostalo wymyslone w XVIII wieku na dworze krola Stanislawa Leszczynskiego, a jego nazwa pochodzi od Ali Baby i od starej baby (hahaha) , ze wzgledu na jego miekkosc. Krol przypadkowo wylal na ciastko kieliszek rumu, stad jego aromat. Ciastko z Polski powedrowalo do Paryza, gdzie oczywiscie szybko stalo sie popularne, a dopiero z Paryza dotarlo do Neapolu dzieki francuskim ciastkarzom, ktorzy czesto pracowali u neapolitanskich arystokratow.
Tesc z bardzo kwasna mina stwierdzil, ze nie mial pojecia o tym fakcie, probowal dodac, ze ciastko na pewno w Neapolu bylo perfekcjonowane, ale fakt jest faktem. Jak widac nie wszystko, co dobre pochodzi z Wloch. Polska kuchnia ma rowniez wiele pysznych dan.
I tak to mala Polka zrewolucjonizowala wloska rodzine. :-)

Tak tak ... prawde piszesz Mala Polko. Przerobilam czesc tego w swoim zyciu :)
OdpowiedzUsuńoj dzialo sie, dzialo ...dzis sie smieje z tego, ale wtedy wcale nie bylo mi do smiechu...dobrze, ze maz murem za mna stal ...zawsze
OdpowiedzUsuń