niedziela, 23 marca 2014

SPACER PO RZYMIE


Uwielbiam jezdzic do Rzymu. Uwielbiam nawet wtedy, kiedy jade tylko do endokrynologa do kontroli. Albo, kiedy jade do IKEI, albo do Centrum Handlowego. Lubie Rzym i juz.

Turysci znaja Wieczne Miasto glownie z miejsc, ktore zwiedzaja. Ja mieszkajac w Rzymie ponad dwa lata poznalam to miasto wzdluz i wszerz. Jest chaotyczne, halasliwe, troche brudne, ale ma swoja magie i moc.

Latem obowiazkowo jade do Rzymu z rodzina poznym wieczorem i spacerujemy po centrum do poznej nocy. Jest duzo straganow, barow i knajpek, karuzel, widowisk na otwartych scenach, mnostwo atrakcji, ktorych nie mozna ominac. To miasto latem zyje cala noc.

Tym razem pojechalam spedzic caly weekend w Rzymie, bo w niedzielny poranek chcialam sie wybrac na najwiekszy bazar w miescie Porta Portese. Co niedziele zjezdzaja sie tu rozne stragany i rozkladaja swoj dobytek na sprzedaz. Mozna tu kupic wszystko, o czym sie tylko zamarzy. Znajdzie sie antyki, uzywana odziez, ksiazki, odziez markowa po okazyjnej cenie, obuwie, meble, stragany kolekcjonerskie i inne sprzety. Jest bardzo kolorowo i bardzo glosno , i bardzo ciekawie.

Po bazarze zdecydowalismy sie na spacer po centrum w okolicach Piazza Venezia i wypad na lody. Pogoda dopisywala, wiec najlepsza okazja na pierwsza porcje w tym roku.
Tak sobie spacerujac pomyslalam, ze wlasnie tu w centrum jest duzo akcentow polskich. Wlochy sa bardzo zwiazane z Polska nawet jesli sami Wlosi malo o tym wiedza. Z ziemi wloskiej do Polski spiewamy nawet  naszym hymnie narodowym.
Czesto opowiadam Wlochom jak wspaniala jest Polska i ze warto ja odwiedzic. I tak myslac jaka piekna jest moja ojczyzna przed nosem przejechal mi tramwaj z reklama polskiego biura podrozy zapraszajac do przezycia wspanialej bajki....




Vieni e vivi la tua favola. Przyjedz i zyj twoja bajke....po polsku. Przeciez mamy bajkowe gory, muzyke, miasta, folklor, nie mamy czego zazdroscic Wlochom. 



Milo mi sie zrobilo widzac te reklame. Wyswietlaja ja rowniez w telewizji, ma byc takze drukowana w prasie. 

Tramwaj numer 8 jezdzi na trasie Trastevere, dzielnica niegdys prawie wylacznie zydowska w centrum Rzymu, niedaleko Piazza Venezia. Ja go napotkalam wlasnie dochodzac do Placu Weneckiego od ulicy Botteghe Oscure, ulicy bardzo waznej dla Polakow. Przy tej ulicy znajduje sie Polski Kosciol. 



To tutaj co niedziele i wazne swieta spotykaja sie Polacy mieszkajacy w Rzymie. Przy Kosciele prowadzona jest tez niedzielna szkola polska dla dzieci, biblioteka oraz salka dla Polakow, gdzie moga spedzic wolne od pracy niedziele. 

Jedna z bocznych uliczek to ulica Polakow. 



A zaraz obok jest zaulek Polakow. 



Skrecajac w kolejna uliczke , na rogu kamienicy powiewaja dwie flagi. Jedna polska, druga Unii Europejskiej. To siedziba Ambasady Polskiej przy Watykanie, biuro Hanny Suchockiej. 



W kamienicy obok Polskiego Kosciola znajduje sie polskie biuro podrozy, ktore sprzedaje glownie bilety autobusowe lub lotnicze dla Polakow tutaj mieszkajacych. 



Spacerujac dalej dochodzimy wlasnie do mety skad bierzemy autobus. 



To oczywiscie Plac Wenecki i Vittoriano zwane rowniez maszyna do pisania. 



Ale nie zapomnielismy obietnicy danej wczesniej. Lody !!!!


Tutaj moje ulubione owocowe smaki. Najczesciej wybieram smak arbuza, melona albo truskawki. Orzezwiajace i smaczne , i nie takie lody wloskie jakie pamietalam z Polski. Te prawdziwe sa zdecydowanie duzo smaczniejsze. 

Na koniec wycieczki do Rzymu zajrzalam jeszcze do polskiego sklepu i kupilam pare smakolykow. 




Wroce do polskiego sklepu na pewno przed Wielkanoca, tym razem po wieksze zakupy. A do Rzymu wybieram sie ponownie za pare dni. 

piątek, 7 marca 2014

DZIEWCZYNA SPRINT


Nareszcie piekna pogoda. Niebo bezchmurne, slonce, termometr wskazuje prawie 20 stopni. Chce sie zyc ! Czuc wiosne w powietrzu. Ach jak milo !!!

W takie dni ma sie podwojna energie. Ja od razu wskakuje w adidasy i maszeruje. Zawoze syna do szkoly, zostawiam niedaleko samochod, ide do baru na kawe a potem sluchawki do uszu i prawa, lewa i do przodu.

Nie zawsze bylam wielbicielka sportu. Glownie dlatego, ze od dziecka jestem okraglutka i zbedne kilogramy przeszkadzaly w sporcie. Dodatkowo obowiazek kultury fizycznej i praktykowanie cwiczen, ktore byly dla mnie trudne do wykonania oraz brak wsparcia od nauczycieli w ogole mi nie pomagaly w polubieniu sportu. Przemeczylam jednak lata nauki, az w koncu pracujac w radiu odkrylam acqua - gym i pokochalam te dyscypline. W wodzie kazdy czuje sie lekki jak motyl, wiec moze robic najrozniejsze fikolki. Poza tym od zawsze kocham rower. Emanuele odziedziczyl to po mnie. Jak tylko nadchodzi wiosna, Manu wsiada na rower i jezdzi w kazdej wolnej chwili.

Kiedy zamieszkalam we Wloszech nie mialam czasu zajmowac sie sportem, choc nie do konca. W dni wolne od pracy zwiedzalam Rzym wzdluz i wszerz na piechote. Tak wiec sila rzeczy maszerowalam wiele kilometrow. Najbardziej lubilam male uliczki i zaulki, chodzenie w nieznane i odkrywanie Wiecznego Miasta.

Potem nadszedl zastoj, ciaza, male dziecko i kilogramy wracaly . Choc jak sie pozniej okazalo, nie byla to tylko wina lenistwa. Odkrylam, ze mam niedoczynnosc tarczycy i przez to spore problemy hormonalne, wahania wagi, zmienny humor i wiele innych przygod. Znalazlam dobrego endokrynologa, zaczelam stosowac diete i miedzy innymi zapisalam sie na silownie. Manu zaczal w miedzyczasie chodzic do przedszkola, wiec mialam ranki dla siebie.

Szukalam takiej silowni, ktora moglaby  zaoferowac moje ukochane acqua - gym. Wiedzialam, ze musze zaczac od czegos, co lubie. Uprawianie sportu nie moze byc musem. Ja to robilam dla siebie, dla zdrowia, ale miedzy innymi, zeby czuc sie dobrze we wlasnym ciele.
W efekcie na silownie chodzilam trzy lata. Po acqua-gym, przeszlam na sale ze wszystkim maszynami do cwiczen,az w koncu dolaczylam do grupy aerobiku. Bawilam sie swietnie. Poznalam fajne dziewczyny, wiec chodzilam cwiczyc chetnie, nie tylko dla samego sportu, ale i dla towarzystwa.
Zrezygnowalam, kiedy abonament sporo podrozal i kiedy razem z przyjaciolka odkrylysmy, ze podoba nam sie bardzo wspolne maszerowanie. Ustalilysmy trase 5 kilometrow, odliczylysmy, ze w ten sposob wychodzi nam 10 tysiecy krokow, czyli, tak, jak zalecaja trenerzy i dietetycy.

W ten sposob mialam przyjemne z pozytecznym i to za darmo. Jedynie, kiedy bardzo padal deszcz nie wychodzilam z domu. Maszerowalam i maszeruje nawet podczas lekkiego deszczu, zimna, wiatru, a nawet ogromnych upalow.
I nawet, kiedy zdarzy sie, ze nie mam towarzyszki przygody z jakiegokolwiek powodu, nie zniechecam sie. Ja ide przed siebie, wystawiam twarz do slonca, chlone witamine D i ciesze sie chwila.

Moje maszerowanie to najlepszy terapeuta na swiecie. Przejscie calego traktu zajmuje mi okolo godziny. Wkladam do uszu sluchawki i slucham nagranej na telefon muzyki. Czesto zdarza sie, ze ludzie, ktorych spotykam po drodze patrza na mnie dziwnie, bo zapominam sie i spiewam na cale gardlo, hahaha. Ciekawe jak to wyglada ?
No ale, jak tu nie spiewac, kiedy w sluchawce mam Golec uOrkiestra albo Zakopower lub inne polskie przeboje. Na szczescie Wlosi nie rozumieja.
Poza tym do dobrego nastroju przyczyniaja sie rowniez okolice, ktore mijam. Mnostwo zieleni, starych drzew oliwkowych i zwierzat.




Gdybym miala ochote na owoce moge zerwac pomarancze z drzew w pobliskich gospodarstwach.



Nie ma tez problemu z piciem. We Wloszech duzo jest malych fontanek z woda, czysta, darmowa, zdatna do picia. Tylko w mojej okolicy jest chyba 10 takich kranikow, czynnych non stop. 



Ta tutaj, jest nieco wieksza. Dawno temu byla uzywana przez kobiety do prania, stad te wanny, dzis puste niszczeja. 



I tak sobie maszeruje i odkrywam okolice i pstrykam zdjecia chcac sie podzielic moim nowym swiatem. 



Piekne te moje miejsca. Spokojne, bo daleko od wielkiej metropolii i dlatego takie dostojne i pelne wdzieku. 



Jutro jest sobota, dzien wolny od maszerowania, ale juz wponiedzialek wracam na moja trase. Tym razem chce ja przedluzyc. Jakos te 5 km juz mi nie wystarcza. Lubie czuc jak nogi mi sie uginaja ze zmeczenia, a miesnie ud az plona z wysilku. Wtedy wiem, ze odstawilam kawal dobrej roboty i czuje ogromna satysfakcje. 

Ach gdyby to wiedziala moja psorka z liceum. Nie lubilam wtedy wuefu, ale nie dlatego, ze sport jest nieciekawy, ale dlatego, ze ona nie umiala przekazac sensu zadnej dyscypliny. Nic to, bylo, minelo. Dzis jestem dziewczyna sprint i tak powinno byc :-) 

sobota, 1 marca 2014

CZAS NA KAWE

    Pierwszy marzec . Za oknem powinno swiecic slonce, a tu nadal pada. Mam tak ogromna chandre, ze nic, ale to doslownie nic mi sie nie chce. Nie dla mnie szarosc za oknem, wilgoc, plucha. Zdarza mi sie cieszyc z deszczowej pory po wielu upalnych dniach lub jesienia, kiedy zapale w kominku , usadowie sie wygodnie na sofie z dobra ksiazka, wtedy lubie sie wsluchiwac w odglos kropli na szybie w oknie. Tym razem mam jednak dosc. Od poczatku stycznia pada. Bylo pare ladnych dni, ale nie mozna sie bylo nimi dlugo nacieszyc. Prognostycy zapowiadaja taka aure az do wtorku, dzisiaj jest sobota , czyli jeszcze trzy dni. Chyba zaczne robic jakies zaklecia, zeby odgonic czarne chmury.

Jedyne, co dodaje mi energii i humoru w takie dni to dobra kawa.
   

 


W moim zyciu kawa jest obecna od bardzo dawna. Jeszcze bedac dziewczynka probowalam kawe moich rodzicow. Ale wtedy nie mialam pojecia o wloskim imbryczku, malej filizance i bardzo mocnej i bardzo dobrej kawie. Pamietam stary reczny mlynek do kawy mojej babci, ktorym uwielbialam sie bawic. Dzieki temu babcia nie musiala sie meczyc i mielic non stop kawe. Miala od tego mnie. Dzis w moim domu mam mala kolekcje starych mlynkow do kawy. Szkoda, ze nie mam tego babci. W domu  rodzinnym natomiast mielismy elektryczny mlynek, ktory robil mnostwo halasu podczas mielenia kawy. Skad moglam przypuszczac, ze tak samo zmielona kawa uzywana jest do wloskiej kawy?. U nas wtedy jeszcze pilo sie tak zwana "fusiare", czyli kawe po turecku. I ja wlasnie taka kawe sprobowalam po raz pierwszy w zyciu. Pokochalam smak kawy od razu. Odziedziczylam to chyba po dziadku ze strony mamy. Dziadek tak bardzo lubil kawe, ze nie rozstawal sie z kubkiem na krok. Kiedy zaczynal widziec fusy prosil babcie o dolewke. Babcia najzwyczajniej dolewala goraca wode do starych fusow. Nie wiem, jak moglo mu to smakowac, dzis wiem, ze jest to nawet niezdrowe, ale dziadek nie pozwalal wyrzucac fusow. Chyba nawet bardziej lubil doleweczke niz swieza kawe.

Nie chodzilo mi o kofeine, ktora pomagala obudzic sie, choc i takie miala zadanie kawa. Ja po prostu lubie smak kawy. Pije ja powoli, delektujac sie kazdym lykiem. 

Rodzice jednak nie pozwalali mi pic czesto kawy. Mama wyszukala w sklepie cappuccino w torebkach. Dzis wiem, ze nie mialo ono nic wspolnego z prawdziwym cappuccino, ale wtedy tylko takie bylo znane w Polsce. Zawartosc torebki zalewalo sie goraca woda i mieszalo, w wyniku mialo sie kawopodobny napoj. Uwielbialam pic to cappuccino miedzy innymi podczas nauki. Tata dal mi w prezencie super kolorowy kubek z podwojnym dnem, dzieki czemu kawa byla dluzej ciepla. Wiec tak sobie siedzialam popoludniami popijajac kawusie i uczylam sie . Do dzis mam te scene przed oczami. 

Po jakims czasie odkrylysmy z mama Nescafè. I co to bylo za odkrycie. Kawa w granulkach. Latwa do przygotowania i smaczna. Szybko w Polsce zaczeto produkowac inne odpowiedniki Nescafè. Pamietam, ze lubilam bardzo Maxwell House, zas Jacobs i Tchibo wydawaly mi sie kwasne. Dzis widze w telewizji polskiej reklamy wielu kaw rozpuszczalnych. Rynek bardzo sie rozszerzyl. Kawoszy ogrom jest wszedzie. 

No i w koncu emigrujac do Wloch zetknelam sie z kawa espresso. Tak naprawde mialam okazje ja poznac wczesniej , podczas studenckich lat w Warszawie, ale jakos nie mialam do niej przekonania. No bo jak to tak pojsc do baru ze znajomymi , siasc na pogaduchy przy takiej malutkiej filizance kawy ? Na pogaduchy koniecznie kawa amerykanska. 

We Wloszech kultura kawy to celebracja tego napoju. Najzdrowszego z kaw jak sie okazuje. Kawa po turecku to bardziej trucizna niz kawa. Przekonal sie o tym niestety moj dziadek. 
Na poczatku sceptycznie podchodzilam do wloskiej kawy i do faktu, ze pije sie ja szybko, na stojaco przy barze. Dwa lyki i po krzyku. Choc te lyki to na wiele sposobow. 



Kto by pomyslal, ze mozna az tyle tego wymyslic. Nie sprobowalam jeszcze wszystkich typow, ale kiedys na pewno to zrobie. Dzis lubie caffè lungo macchiato. Lungo czyli dlugie, bo mam chociaz cztery lyki. A macchiato, czyli plamione, bo zamiast cukru dodaje troszke mleka, zeby zlagodzic smak. 

Cappuccino zdarza mi sie pic bardzo rzadko, jakos nie przepadam. Czasami jak spotykam sie ze znajomymi na sniadanie. Wtedy zamawiam cappuccino i cornetto integrale con miele, czylo rogalik pelnoziarnisty z miodem. 

Nie zapomnialam jednak o mojej milosci do duzej kawy. W domu mam kolekcje kubkow, a w polce zawsze kawe rozpuszczalna. Bo tylko w domu moge sie napic kawy takiej, jaka lubie. W barze taka duza kawa to caffè americano, kawa po amerykansku, ktora nie ma nic wspolnego z kawa rozpuszczalna. Barman do espresso dolewa po prostu wrzaca wode, zabijajac smak kawy. Nie da sie jej pic. Tak wiec w barze jest espresso , a w domu kubek rozpuszczalnej. 

Mimo to jak w kazdym wloskim domu i u mnie jest imbryczek do kawy, filizanki a nawet maszyna elektryczna. 



Przyznaje jednak bez bicia, ze uzywam jej rzadko, zazwyczaj, kiedy mam gosci. Maszynke elektryczna uzywalismy na poczatku, kiedy byla nowa, z ciekawosci. Dostalam ja w prezencie. To taka, ktora robi rozne typy kaw, takie, jak na rysunku. Ma ona jeden defekt. Zreszta wszystkie te elektryczne maja te ceche. Kawa nie jest goraca. W zwiazku z tym nie jest smaczna. Teraz, kiedy robimy espresso, robimy w imbryczku, tradycyjnie. 

A kiedy wiem, ze dzien spedze w domu to gotuje wode w duzym imbryku....




Biore moj ulubiony kubek i robie sobie kawe po polsku. 



Malo tego....taka sama kawe przygotowuje mezowi. Niesamowita to sprawa, bo to bardzo niespotykane, zeby Wloch, do tego z Neapolu, gdzie , jak sie mowi, robia najlepsza kawe we Wloszech, wiec znaja sie na kawie, lubil taka ulewajke. Wlosi moj sposob picia kawy bardzo krytykuja, nazywaja ja bibitona, duzy napoj. Ale ja sie nie przejmuje. Kazdy ma swoje przyzwyczajenia. Lubie wloska kawe, ale jestem wierna tradycjom z mojego domu. Taka kawe pilam z mama i taka pije dzis z mezem.