sobota, 1 marca 2014

CZAS NA KAWE

    Pierwszy marzec . Za oknem powinno swiecic slonce, a tu nadal pada. Mam tak ogromna chandre, ze nic, ale to doslownie nic mi sie nie chce. Nie dla mnie szarosc za oknem, wilgoc, plucha. Zdarza mi sie cieszyc z deszczowej pory po wielu upalnych dniach lub jesienia, kiedy zapale w kominku , usadowie sie wygodnie na sofie z dobra ksiazka, wtedy lubie sie wsluchiwac w odglos kropli na szybie w oknie. Tym razem mam jednak dosc. Od poczatku stycznia pada. Bylo pare ladnych dni, ale nie mozna sie bylo nimi dlugo nacieszyc. Prognostycy zapowiadaja taka aure az do wtorku, dzisiaj jest sobota , czyli jeszcze trzy dni. Chyba zaczne robic jakies zaklecia, zeby odgonic czarne chmury.

Jedyne, co dodaje mi energii i humoru w takie dni to dobra kawa.
   

 


W moim zyciu kawa jest obecna od bardzo dawna. Jeszcze bedac dziewczynka probowalam kawe moich rodzicow. Ale wtedy nie mialam pojecia o wloskim imbryczku, malej filizance i bardzo mocnej i bardzo dobrej kawie. Pamietam stary reczny mlynek do kawy mojej babci, ktorym uwielbialam sie bawic. Dzieki temu babcia nie musiala sie meczyc i mielic non stop kawe. Miala od tego mnie. Dzis w moim domu mam mala kolekcje starych mlynkow do kawy. Szkoda, ze nie mam tego babci. W domu  rodzinnym natomiast mielismy elektryczny mlynek, ktory robil mnostwo halasu podczas mielenia kawy. Skad moglam przypuszczac, ze tak samo zmielona kawa uzywana jest do wloskiej kawy?. U nas wtedy jeszcze pilo sie tak zwana "fusiare", czyli kawe po turecku. I ja wlasnie taka kawe sprobowalam po raz pierwszy w zyciu. Pokochalam smak kawy od razu. Odziedziczylam to chyba po dziadku ze strony mamy. Dziadek tak bardzo lubil kawe, ze nie rozstawal sie z kubkiem na krok. Kiedy zaczynal widziec fusy prosil babcie o dolewke. Babcia najzwyczajniej dolewala goraca wode do starych fusow. Nie wiem, jak moglo mu to smakowac, dzis wiem, ze jest to nawet niezdrowe, ale dziadek nie pozwalal wyrzucac fusow. Chyba nawet bardziej lubil doleweczke niz swieza kawe.

Nie chodzilo mi o kofeine, ktora pomagala obudzic sie, choc i takie miala zadanie kawa. Ja po prostu lubie smak kawy. Pije ja powoli, delektujac sie kazdym lykiem. 

Rodzice jednak nie pozwalali mi pic czesto kawy. Mama wyszukala w sklepie cappuccino w torebkach. Dzis wiem, ze nie mialo ono nic wspolnego z prawdziwym cappuccino, ale wtedy tylko takie bylo znane w Polsce. Zawartosc torebki zalewalo sie goraca woda i mieszalo, w wyniku mialo sie kawopodobny napoj. Uwielbialam pic to cappuccino miedzy innymi podczas nauki. Tata dal mi w prezencie super kolorowy kubek z podwojnym dnem, dzieki czemu kawa byla dluzej ciepla. Wiec tak sobie siedzialam popoludniami popijajac kawusie i uczylam sie . Do dzis mam te scene przed oczami. 

Po jakims czasie odkrylysmy z mama Nescafè. I co to bylo za odkrycie. Kawa w granulkach. Latwa do przygotowania i smaczna. Szybko w Polsce zaczeto produkowac inne odpowiedniki Nescafè. Pamietam, ze lubilam bardzo Maxwell House, zas Jacobs i Tchibo wydawaly mi sie kwasne. Dzis widze w telewizji polskiej reklamy wielu kaw rozpuszczalnych. Rynek bardzo sie rozszerzyl. Kawoszy ogrom jest wszedzie. 

No i w koncu emigrujac do Wloch zetknelam sie z kawa espresso. Tak naprawde mialam okazje ja poznac wczesniej , podczas studenckich lat w Warszawie, ale jakos nie mialam do niej przekonania. No bo jak to tak pojsc do baru ze znajomymi , siasc na pogaduchy przy takiej malutkiej filizance kawy ? Na pogaduchy koniecznie kawa amerykanska. 

We Wloszech kultura kawy to celebracja tego napoju. Najzdrowszego z kaw jak sie okazuje. Kawa po turecku to bardziej trucizna niz kawa. Przekonal sie o tym niestety moj dziadek. 
Na poczatku sceptycznie podchodzilam do wloskiej kawy i do faktu, ze pije sie ja szybko, na stojaco przy barze. Dwa lyki i po krzyku. Choc te lyki to na wiele sposobow. 



Kto by pomyslal, ze mozna az tyle tego wymyslic. Nie sprobowalam jeszcze wszystkich typow, ale kiedys na pewno to zrobie. Dzis lubie caffè lungo macchiato. Lungo czyli dlugie, bo mam chociaz cztery lyki. A macchiato, czyli plamione, bo zamiast cukru dodaje troszke mleka, zeby zlagodzic smak. 

Cappuccino zdarza mi sie pic bardzo rzadko, jakos nie przepadam. Czasami jak spotykam sie ze znajomymi na sniadanie. Wtedy zamawiam cappuccino i cornetto integrale con miele, czylo rogalik pelnoziarnisty z miodem. 

Nie zapomnialam jednak o mojej milosci do duzej kawy. W domu mam kolekcje kubkow, a w polce zawsze kawe rozpuszczalna. Bo tylko w domu moge sie napic kawy takiej, jaka lubie. W barze taka duza kawa to caffè americano, kawa po amerykansku, ktora nie ma nic wspolnego z kawa rozpuszczalna. Barman do espresso dolewa po prostu wrzaca wode, zabijajac smak kawy. Nie da sie jej pic. Tak wiec w barze jest espresso , a w domu kubek rozpuszczalnej. 

Mimo to jak w kazdym wloskim domu i u mnie jest imbryczek do kawy, filizanki a nawet maszyna elektryczna. 



Przyznaje jednak bez bicia, ze uzywam jej rzadko, zazwyczaj, kiedy mam gosci. Maszynke elektryczna uzywalismy na poczatku, kiedy byla nowa, z ciekawosci. Dostalam ja w prezencie. To taka, ktora robi rozne typy kaw, takie, jak na rysunku. Ma ona jeden defekt. Zreszta wszystkie te elektryczne maja te ceche. Kawa nie jest goraca. W zwiazku z tym nie jest smaczna. Teraz, kiedy robimy espresso, robimy w imbryczku, tradycyjnie. 

A kiedy wiem, ze dzien spedze w domu to gotuje wode w duzym imbryku....




Biore moj ulubiony kubek i robie sobie kawe po polsku. 



Malo tego....taka sama kawe przygotowuje mezowi. Niesamowita to sprawa, bo to bardzo niespotykane, zeby Wloch, do tego z Neapolu, gdzie , jak sie mowi, robia najlepsza kawe we Wloszech, wiec znaja sie na kawie, lubil taka ulewajke. Wlosi moj sposob picia kawy bardzo krytykuja, nazywaja ja bibitona, duzy napoj. Ale ja sie nie przejmuje. Kazdy ma swoje przyzwyczajenia. Lubie wloska kawe, ale jestem wierna tradycjom z mojego domu. Taka kawe pilam z mama i taka pije dzis z mezem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz