Nareszcie piekna pogoda. Niebo bezchmurne, slonce, termometr wskazuje prawie 20 stopni. Chce sie zyc ! Czuc wiosne w powietrzu. Ach jak milo !!!
W takie dni ma sie podwojna energie. Ja od razu wskakuje w adidasy i maszeruje. Zawoze syna do szkoly, zostawiam niedaleko samochod, ide do baru na kawe a potem sluchawki do uszu i prawa, lewa i do przodu.
Nie zawsze bylam wielbicielka sportu. Glownie dlatego, ze od dziecka jestem okraglutka i zbedne kilogramy przeszkadzaly w sporcie. Dodatkowo obowiazek kultury fizycznej i praktykowanie cwiczen, ktore byly dla mnie trudne do wykonania oraz brak wsparcia od nauczycieli w ogole mi nie pomagaly w polubieniu sportu. Przemeczylam jednak lata nauki, az w koncu pracujac w radiu odkrylam acqua - gym i pokochalam te dyscypline. W wodzie kazdy czuje sie lekki jak motyl, wiec moze robic najrozniejsze fikolki. Poza tym od zawsze kocham rower. Emanuele odziedziczyl to po mnie. Jak tylko nadchodzi wiosna, Manu wsiada na rower i jezdzi w kazdej wolnej chwili.
Kiedy zamieszkalam we Wloszech nie mialam czasu zajmowac sie sportem, choc nie do konca. W dni wolne od pracy zwiedzalam Rzym wzdluz i wszerz na piechote. Tak wiec sila rzeczy maszerowalam wiele kilometrow. Najbardziej lubilam male uliczki i zaulki, chodzenie w nieznane i odkrywanie Wiecznego Miasta.
Potem nadszedl zastoj, ciaza, male dziecko i kilogramy wracaly . Choc jak sie pozniej okazalo, nie byla to tylko wina lenistwa. Odkrylam, ze mam niedoczynnosc tarczycy i przez to spore problemy hormonalne, wahania wagi, zmienny humor i wiele innych przygod. Znalazlam dobrego endokrynologa, zaczelam stosowac diete i miedzy innymi zapisalam sie na silownie. Manu zaczal w miedzyczasie chodzic do przedszkola, wiec mialam ranki dla siebie.
Szukalam takiej silowni, ktora moglaby zaoferowac moje ukochane acqua - gym. Wiedzialam, ze musze zaczac od czegos, co lubie. Uprawianie sportu nie moze byc musem. Ja to robilam dla siebie, dla zdrowia, ale miedzy innymi, zeby czuc sie dobrze we wlasnym ciele.
W efekcie na silownie chodzilam trzy lata. Po acqua-gym, przeszlam na sale ze wszystkim maszynami do cwiczen,az w koncu dolaczylam do grupy aerobiku. Bawilam sie swietnie. Poznalam fajne dziewczyny, wiec chodzilam cwiczyc chetnie, nie tylko dla samego sportu, ale i dla towarzystwa.
Zrezygnowalam, kiedy abonament sporo podrozal i kiedy razem z przyjaciolka odkrylysmy, ze podoba nam sie bardzo wspolne maszerowanie. Ustalilysmy trase 5 kilometrow, odliczylysmy, ze w ten sposob wychodzi nam 10 tysiecy krokow, czyli, tak, jak zalecaja trenerzy i dietetycy.
W ten sposob mialam przyjemne z pozytecznym i to za darmo. Jedynie, kiedy bardzo padal deszcz nie wychodzilam z domu. Maszerowalam i maszeruje nawet podczas lekkiego deszczu, zimna, wiatru, a nawet ogromnych upalow.
I nawet, kiedy zdarzy sie, ze nie mam towarzyszki przygody z jakiegokolwiek powodu, nie zniechecam sie. Ja ide przed siebie, wystawiam twarz do slonca, chlone witamine D i ciesze sie chwila.
Moje maszerowanie to najlepszy terapeuta na swiecie. Przejscie calego traktu zajmuje mi okolo godziny. Wkladam do uszu sluchawki i slucham nagranej na telefon muzyki. Czesto zdarza sie, ze ludzie, ktorych spotykam po drodze patrza na mnie dziwnie, bo zapominam sie i spiewam na cale gardlo, hahaha. Ciekawe jak to wyglada ?
No ale, jak tu nie spiewac, kiedy w sluchawce mam Golec uOrkiestra albo Zakopower lub inne polskie przeboje. Na szczescie Wlosi nie rozumieja.
Poza tym do dobrego nastroju przyczyniaja sie rowniez okolice, ktore mijam. Mnostwo zieleni, starych drzew oliwkowych i zwierzat.
Gdybym miala ochote na owoce moge zerwac pomarancze z drzew w pobliskich gospodarstwach.
Nie ma tez problemu z piciem. We Wloszech duzo jest malych fontanek z woda, czysta, darmowa, zdatna do picia. Tylko w mojej okolicy jest chyba 10 takich kranikow, czynnych non stop.
Ta tutaj, jest nieco wieksza. Dawno temu byla uzywana przez kobiety do prania, stad te wanny, dzis puste niszczeja.
I tak sobie maszeruje i odkrywam okolice i pstrykam zdjecia chcac sie podzielic moim nowym swiatem.
Piekne te moje miejsca. Spokojne, bo daleko od wielkiej metropolii i dlatego takie dostojne i pelne wdzieku.
Jutro jest sobota, dzien wolny od maszerowania, ale juz wponiedzialek wracam na moja trase. Tym razem chce ja przedluzyc. Jakos te 5 km juz mi nie wystarcza. Lubie czuc jak nogi mi sie uginaja ze zmeczenia, a miesnie ud az plona z wysilku. Wtedy wiem, ze odstawilam kawal dobrej roboty i czuje ogromna satysfakcje.
Ach gdyby to wiedziala moja psorka z liceum. Nie lubilam wtedy wuefu, ale nie dlatego, ze sport jest nieciekawy, ale dlatego, ze ona nie umiala przekazac sensu zadnej dyscypliny. Nic to, bylo, minelo. Dzis jestem dziewczyna sprint i tak powinno byc :-)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz