Pierwsze wakacje spedzilismy na Kalabrii w czesci, ktora sie nazywa Costa Sibarita i niestety mimo, ze wakacje byly udane tamta czesc Kalabrii nie zachwycila mnie bardzo.
Zakochalam sie do szalenstwa natomiast w innej poludniowej czesci Wloch. Mam na mysli oczywiscie Puglie zwana po polsku Apulia. Kazdy zakatek tego regionu jest piekny, bogaty w cudowne miejsca a morze zachwycilo nawet mnie mimo, ze nie jestem ekspertem plywania i milosnikiem wody.
Pierwszy nasz pobyt zaplanowalismy az na samym koncu obcasa w czesci, ktora sie nazywa Salento. Mieszkalismy w wynajetym mieszkaniu niedaleko miejscowosci Santa Maria di Leuca skad podczas pieknej pogody z nieskazitelnym niebem widac Afryke. Salento to mieszanka niesamowitych smakow i kolorow poczynajac od ciemnoczerwonej ziemi. Tak! Tam ziemia nie jest brazowa a czerwona, goraca jak krew tych, ktorzy tam mieszkaja. Czerwona jak dojrzale, cudowne pomidory slodkie jak cukierki. Czerwona jak peperoncino, ktore tutaj uzywa sie do wszystkiego, nawet do slodyczy. Czekolada o smaku peproncino to niesamowity afrodyzjak.
Salento to ziemia starych kilkusetletnich gai oliwnych z drzewami o najdziwniejszych formach i majestycznych koronach. To jednoczesnie ziemia suszonych pomidorow, mozna je zobaczyc rozlozone na stolach przed domami lub powieszone jak korale i suszace sie na sloncu. Potem takie wysuszone pomidory wklada sie do sloikow z olejem z oliwy oczywiscie wytloczonego z oliwek zebranych z tych starych drzew. Salento to takze ziemia starej architektury wymyslonej specjalnie z mysla o goracym klimacie tego regionu, czesto klimatu bardzo podobnego do afrykanskiego. Kiedy wieje wiatr scirocco wlasnie z Afryki, jest bardzo, ale to bardzo goraco, wrecz parno nawet w nocy, wilgotno tak, ze nawet bez ruszania czlowiek sie poci i jedynym rozwiazaniem jest kapiel w morzu od rana do wieczora.
Salento to takze ta czesc Wloch, gdzie morze jest tak nieskazitelnie czyste, az przezroczyste i blyszczace sie odbijajac promienie sloneczne.
Ze wzgledu na specyficzny klimat czyli dlugie i gorace lato, wysokie temperatury,mieszkancy, ci sprzed wielu lat dostosowali swoje domy tak, aby byly chlodne i przyjemne. Stad znane sa domy zwane trulli lub pagliara. Pagliara byla uzywana w najnizszej czesc Salento, czyli wlasnie tam, gdzie konczy sie kraj. Natomiast trulli mozna zobaczyc w wyzszej czesci Salento. Najbardziej znane miasteczko z trulli to Alberobello ( piekne drzewo).
To jest pagliara.
To Alberobello, jedna czesc miasteczka to tylko i wylacznie trulli do tej pory zamieszkale. W dzien mieszkancy bardzo chetnie pokazuja wnetrza, oczywiscie za mala oplata. Nie musze dodawac, ze pelno tu sklepikow z upominkami zwiazanymi wlasnie z tymi dziwnymi domkami. W najwyzszej czesci miasteczka znajduje sie kosciol oczywiscie o tej samej formie.
Puglia jak zreszta cale Wlochy to ziemia o bardzo bogatej kuchni. Wspomniane juz suche pomidory w oleju to burza smaku dodawanego do wielu potraw zwlaszcza do makaronu a przede wszystkim do bardzo popularnej tu formy zwanej orecchiette ( uszka), ktore nie maja nic wspolnego z polskimi uszkami. Ich nazwa wywodzi sie oczywiscie z formy podobnej do malego uszka. Najbardziej znane danie z orecchiette to te z liscmi buraka ( cime di rapa) przerobione w sos . Naprawde bardzo dobre.
Puglia slynie tez precelkow slonych i slodkich ( te slodkie sprobowalam w innej czesci Puglii- Gargano) , ktore sie nazywaja taralli. Niesamowicie dobre i niesamowicie kaloryczne, ale nie da sie poznawac nowych miejsc bez poznawania kuchni.
W Salento spedzilismy cudowne dwa tygodnie. Po powrocie postanowilismy, ze na pewno wrocimy, ale jak na razie nie udalo sie.
Wrocilismy jednak do Puglii. Tym razem troche wyzej, czyli blizej nas. Podroz skrocilismy o prawie polowe, ale i podczas tych wakacji odkrylismy kolejne piekne miejsca. Gargano - polnocna czesc Puglii.
Mieszkalismy w nadmorskiej miejscowosci Peschici nad Adriatykiem, niedaleko innego cudownego wiekszego miasta Vieste ( na zdjeciu). Ta czesc Wloch podlega pod Park Narodowy Gargano. Z jednej strony jest morze z drugiej gory. I tutaj morze jest piekne i czyste. Odkrylam, ze ta prowincja podoba sie bardzo Niemcom i Holendrom. Na plazy rzadko slyszalam wloski jezyk, jedynie chyba ratownika. Gargano nie jest tak gorace jak Salento, no coz nie jest juz tak blisko Afryki, ale na szczescie mimo, ze urlop zorganizowalismy we wrzesniu ( wycienczeni po remoncie) pogoda dopisala .
Peschici to malenkie miasteczko rybackie pelne waskich i starych uliczek. Domy pomalowane na bialo, zeby bylo je dobrze widac z morza i, zeby slonce nie ogrzewalo za bardzo starych murow.
Tutaj stary zamek z wieza dzis przerobiony na hotel i restauracje.
W okolicy sa nadmorkskie jaskinie wyrzezbione przez wode i czas.
Poswiecilismy jeden poranek i wybralismy na organizowana wycieczke, zeby obejrzec te cuda natury. Ja bardzo boje sie wody, ale jeszcze bardziej lubie poznawac nowe miejsca. Wygrala moja ciekawosc a przegrala koszulka meza. Ze strachu, ze wpadne do morza, zrobilam mu dziure w koszulce, tak bardzo sie jej trzymalam, ale nie wybaczylabym sobie nigdy, gdybym nie wybrala sie zobaczyc tego spektaklu.
Potem kupilam mu nowa koszulke. ;-)
Bedac w Gargano nie moglam nie pojechac do San Giovanni Rotondo, ktore znajduje sie 65 kilometrow od Peschici. San Giovanni Rotondo to miasto, ktore znane jest miedzy innymi z Sanktuarium, w ktorym zyl i pracowal Swiety Ojciec Pio.
Tak naprawde to troche bylismy zmuszeni pojechac do duzego miasta. Nie spodziewalismy sie, ze zostaniemy bez pieniedzy, a dokladnie, ze w dwoch supermerkatach w nadmorskim miasteczku nie beda dzialaly bankomaty. Podjechalismy do pobliskiego Vieste, troche wiekszego od Peschici, ale i tam okazalo sie, ze bankomat naszego banku, skonczyl swoja rezerwe. Nie moglismy skorzystac z innego bankomatu, poniewaz pani z banku, gdzie mamy konto cos pokombinowala z kartami bankomatu i nie moglismy przelac gotowki w bankomatach innych bankow. Przygoda jak z filmu. Zostalismy bez pieniedzy i bez jedzenia. Na drugi dzien musielismy jechac do najblizszego miasta, gdzie znajdowal sie "nasz" bank, czyli wlasnie do San Giovanni Rotondo odleglego o 65 ilometorw.
Przy okazji zwiedzilismy Sanktuarium...bo maz zakomunikowal, ze drugi raz tej samej drogi nie wykona. Zaznaczam, ze Gargano jest przepiekne, ale pelne drog jak serpentyna. Nasza podroz z Peschici do Sanktuarium trwala prawie trzy godziny...rekord , spowodowany tez kilkoma przystankami, bo zakrety zakrecily nam w glowie i co jakis czas jeden z trzech musial pooddychac gleboko i zatrzymac sie chocby na chwile.
Kiedy juz dojechalismy, kiedy znalezlismy bank z dzialajacym bankomatem, udalismy sie do Sanktuarium i do znajdujacego sie dzisiaj tuz obok muzeum poswieconego zyciu i dzialalnosci Ojca Pio. Muzeum oczywiscie jest pelne pamiatek i rzeczy osobistych nalezacych do Swietego. Mozna posluchac nagran z kazaniami Ojca Pio. Nie udalo nam sie zobaczyc zbalsamowanego ciala, ktore w pewnych okazjach jest eksponowane, ale moze to i lepiej, bo jestem raczej przeciwna komercjalizacji spirytualnych miejsc i przyciagania turystow za wszelka cene.
Wlasnie na koniec perkursu muzealnego , przed samym wyjsciem jest sklepik z pamiatkami. Mozna tam kupic co tylko sie zapragnie, od obrazkow z Ojcem Pio i modlitwami, poprzez rozance i figurki. Mozna bylo tez kupic monety w wygrawerowanym portretem Swietego w ofercie. Jedna moneta kosztowala 3 euro, ale jesli kupowalo sie dwie monety placilo sie 5 euro. Szczerze przyznam, ze bylam lekko zdegustowana, ale wiedzac, ze czlonkowie rodziny byli swiadomi, gdzie bylismy na wakacjach, oczekiwali jakichs pamiatek i kupilismy kilka rozancow i obrazkow. Z nadzieja, ze troche sie co niektorzy nawiedza :-)
Tuz obok Sanktuarium jest Droga Krzyzowa. Mozna ja wykonac stacja po stacji jak serpentyna lub wchodzac schodami i dochodzac do ogromnego oltarza.
Po wycieczkowym dniu cieszylismy sie z wakacji relaksujac sie nad morzem od rana do poznego popoludnia. Wieczorami wybieralismy na spacery do Peschici albo Vieste.
Teraz czas na inne czesci Wloch. W tym roku zorganizowalismy wakacje na Sycylii, juz nie mozemy sie doczekac.




















