wtorek, 23 grudnia 2014

SWIATECZNY POLSKO - WLOSKI MISZ MASZ


Kolejne swieta przed nami. Jestesmy gotowi cala rodzinka. Dzisiaj przezylam chaos ostatnich zakupow. Byla kolejka nawet po wozek . W sklepie oczywscie tlum, ale musialam odebrac zamowione cozze i vongole (malze duze i male), bo nie moze byc Wigilii bez tradycyjnego makaronu z owocami morza. Dokupilam tez torrone - prostokatna twarda czekolada z calymi orzechami, tym razem z gorzkiej czekolady. Trzeba uwazac na linie, hahaha. Do wozka trafilo tez kilka butelek czerwonego wina, ktore nie boje sie pic nawet do ryby. Wiem, ze do potraw rybnych powinno sie pic biale wino, ale po bialym winie czesto boli mnie glowa, a tego jakos nie chcialabym przezywac w swieta. 

Dom jest wystrojony juz od 8 grudnia. We Wloszech ubiera sie choinke i przygotowuje szopke wlasnie tego dnia. W swieto Nawiedzenia Najswietszej Marii Panny. Jest to wolny dzien od pracy, ktory wloskie rodziny spedzaja na przystrajaniu domow na swieta. Swiateczne ozdoby zdejmuje sie po 6 stycznia, po swiecie Trzech Kroli. Inaczej niz w Polsce, gdzie ubieralismy choinke 24 grudnia i rozbieralismy ja 2 lutego. 

Wlosi uwielbiaja swiatla. Wieszaja je gdzie popadnie. Moj maz tez je lubi. Pamietam pierwsze swieta razem. Kolorowe swiatelka byly porozwieszane w calym domu. Dla mnie to bylo troche przesadzone, bo pachnialo mi kiczem i brakiem gustu, ale nie chcialam psuc duzemu chlopcu zabawy i postanowilam, ze tamtym razem tak moglo byc. Poza tym byly to pierwsze swieta razem, oczekiwalismy dziecka, wiec bylo dobrze. W kolejne swieta wtracalam swoje trzy grosze i pokazalam, ze kocham ustawiac ozdoby i przystrajac dom, ale po swojemu. Maz odpuscil i dal mi wolna reke, ale byl zadowolony z efektu koncowego. Przekonal sie miedzy innymi, ze jednokolorowe swiatelka tworza rownie piekna atmosfere i nie daja wrazenia, ze dom jest jak juke - box.



Do jego zadan nalezy zamontowanie lancuchow choinkowych i swiatel. Ja jestem za malutka, zeby skakac pod sufit , dlatego wybralam sobie za meza wysokiego faceta, haha. No i najwazniejsza praca po ubraniu choinki. Gwiazda na czubku. To obowiazek i tradycja, ze glowa rodziny na sam koniec ubierania choinki wklada gwiazde lub szpic na czubek drzewka. U nas od kilku lat jest gwiazda. 




Ozdabiamy poza tym luk i kominek, 



Co prawda prezenty znajdujemy pod choinka, a nie w skarpecie, ale tradycyjnie juz wieszamy je przy kominku. Moze kiedys i w skarpecie znajdziemy jakies podarki. 

Ja dodatkowo bawie sie w ustawianie roznych ozdobek na stole i stoliczkach. Lubie  czuc magiczna atmosfere swiateczna. 



 I jeszcze stol. 



W tym roku odkurzylam stare pudlo z narzedziami do dekoracji i robotek recznych. To dzieki temu, ze odkrylam wspaniala strone internetowa pinterest.com, na ktorej widzialam mnostwo cudownych pomyslow do dekoracji domu. Wiele z prac zrobionych przez takie same milosniczki jak ja stylu shabby  okazaly sie latwe do zrealizowania. Odwazylam sie i ja, i stworzylam swiateczna korone na drzwi, z ktorej jestem szalenie dumna. 




Tak, tak to moje dzielo. Nie spodziewalam, sie, ze drzemie we mnie az tyle talentu. Okazuje sie, ze to prawda, ze czlowiek uczy sie i doskonali przez cale zycie. 

Moj dom mimo, ze wloski nie bylby moim domem, gdyby nie bylo w nim tez polskich akcentow. Obowiazkowo co roku na honorowym miejscu stawiam recznie malowana i zdobiona bombke, prezent z Polski. 



Przedstawia ona wspaniala polska biala zime, ktorej bardzo mi brak we Wloszech. W regionie, w ktorym mieszkam zima czesto pada, bo jest za cieplo na snieg. 

Kolejna czastka Polski w moim swiatecznym domu to Mikolaj. 



Zostal on przekazany kolejnemu pokoleniu, to jest mojemu synowi. Mikolaj ten zawital w rodzinie chyba 20 lat temu. Rodzice kupili go na bazarze od rosyjskich turystow, ktorzy przyjezdzali na handel do naszego miasta. Przez lata Mikolaj stal pod choinka w moim rodzinnym domu. Kiedy urodzil sie Emanuele , dostal go w prezencie na swoje pierwsze swieta Bozego Narodzenia. Jest to specjalny prezent. Nie tylko dlatego, ze to prezent od dziadka, ale tez dlatego, ze to Mikolaj wedrowca, tak, jak ten z basni. Syn bardzo o niego dba. Mam nadzieje, ze pozna nastepne pokolenia.  
We wloskim domu podczas swiat Bozego Narodzenia nie moze zabraknac szopki. Zwlaszcza na poludniu kraju. Bywa, ze szopka jest wazniejsza od choinki. Na calym swiecie slynne sa szopki z Neapolu. Tak, jak te polskie z Krakowa. W Neapolu robi sie bardzo duze szopki. Ustawia sie rozne krajobrazy i postaci , nie tylko Swieta Rodzine i pasterzy. Zazwyczja pojawiaja sie politycy lub osoby slawne. 
W naszym domu szopka jest nieduza. Nie mamy miejsca, zeby zrobic duza szopke, wiec zadowalamy sie jej mala wersja. 



Nie ma jeszcze Dzieciatka, bo ma sie dopiero urodzic. Zgodnie z tradycja figurke Jezusa stawia sie o polnocy z 24 na 25 grudnia. Stajenke natomast mamy z Polski. Zrobil ja przyjaciel mojego taty. Tak wiec i tutaj lacza sie oba kraje. 



A takie duze szopki mozna zobaczyc we wloskich domach. Tutaj u mojej przyjaciolki. Ze studzienki leciala woda, a u piekarza w piecu byl ogien. 

Jutro wieczorem podczas Wieczerzy polaczymy kolejny raz polskie tradycje z tymi wloskimi. Pomodlimy sie, podzielimy oplatkiem ( we Wloszech sie nie uzywa) i zasiadziemy do stolu . Zaczniemy od barszczu z uszkami, potem zurek z ziemniakami i suszonymi grzybami, spaghetti z malzami , smazony karp  i pieczone krewetki a na koniec pandoro i panettone, orzechy i owoce. No i na wielki final otworzymy prezenty, to tradycja miedzynarodowa, a o polnocy pojdziemy na Pasterke. 

Po raz kolejny przezyje wspaniale polsko-wloskie swieta . 




niedziela, 14 grudnia 2014

EMIGRACYJNA WIGILIA ...

   

Na emigracji staramy sie bardziej kultywowac nasze tradycje. Tesknota za Ojczyzna sprawia, ze przypominaja sie wszelkie obchody, swieta i kulturowe obrzadki. To samo, co w kraju czasami nas nudzi lub nawet denerwuje , poza jego granicami uwielbiamy. Takie to juz dziwne z nas stworzenie.
Ja osobiscie lubilam zawsze raczej wszystkie polskie tradycje, ale przyznaje, ze nie zawsze sie ich kurczowo trzymalam. Najczesciej oczywiscie z lenistwa.

Na obczyznie natomiast pielegnuje je szczegolnie, pokochalam je na nowo i gorliwie przekazuje kolejnemu pokoleniu. Dodatkowo szperam gdzie tylko sie da, zeby dowiedziec sie jak najwiecej i, zeby opowiedziec synowi skad i dlaczego tak jest.

Jednak najlepszym sposobem jest osobiste przezywanie i wprowadzanie bezposrednio takowych tradycji w zycie.
W naszym domu od poczatku mieszamy obie kultury podczas wszystkich swiat. Wychodzi z tego lekki misz masz ,ale jest to bardzo przyjemne.
Dlatego tez bardzo chcialam, zeby zorganizowac cos na Swieta Bozego Narodzenia z rodzicami ze szkoly polskiej, zeby pokazac nie tylko dzieciakom , ale miedzy innymi wloskim rodzicom typowe polskie swieta.

W koncu na calym swiecie krazy opinia, ze polskie Boze Narodzenie jest jednym z najpiekniejszych , a juz na pewno polska Wigilia.
Jako, ze pochodzimy z roznych stron Polski , kazdy pokazalby cos odpowiedniego ze swoich okolic.
I tak zorganizowalismy wspaniala polska Wigilie. Nieco wczesniej, bo niektorzy szczesciarze wybieraja sie do Polski na swieta, a bardzo chcielismy byc wszyscy w ten dzien



Oczywiscie wieczerze przygotowalismy w szkole, w ktorej odbywaja sie lekcje jezyka polskiego. Kazdy mial przygotowac jedna z potraw typowych wigilijnych w domu rodzinnym. 
U mnie od kiedy pamietam na stole krolowal miedzy innymi smazony karp. Bez karpia nie bylo Wigilii. Jeszcze dzis pamietam jak jako mala dziewczynka najpierw u babci w Osieku, a potem juz w domu rodzinnym, patrzylam na jeszcze zywe karpie, ktore plywaly w wannie. Dawalam im nawet imiona, choc wiedzialam, ze pozniej je zjem. Brzmi to drastycznie, ale w koncu to przeciez lancuch biologiczny. 
Pozniej wieczorem czulo sie w calym domu intensywny zapach smazonego karpia. Bylo to ostanie danie naszej Wigilii, to najbardziej wyczekiwane, przynajmniej przeze mnie. 
Na polskiej wigilii niestety nie bylo karpia, ale przygotowalismy z mezem rybe perska 
( pesce persico) w ten sam sposob i chyba odnieslismy sukces. W kazdym razie podczas smazenia czulam ten sam zapach, co podczas naszej tradycyjnej Wigilii. Moze to tez dlatego, ze wlaczylam sobie muzyke swiateczna, zaswiecone byly wszystkie swiatelka, choinka ( we Wloszech sie zdobi domy 8 grudnia) , wiec atmosfera byla, jak najbardziej swiateczna. Mysle jednak, ze to glownie dzieki sposobowi smazenia. Wigilijny karp ma byc smazony na masle, a przede wszystkim musi byc odpowiednio opanierowany. Tutaj oddalam paleczke malzonkowi, jest zdecydowanie lepszym kucharzem ode mnie. I musze przyznac, ze poszlo mu to doskonale. Wspaniale polaczenie - polski przepis przygotowany przez Wlocha- wyszlo bardzo smaczne, nie zostalo nic. 

Ale wracjac do grupowej Wigilii. Rozpoczelismy tradycyjnie oplatkiem.




Dla niektorych Wlochow byla to totalna nowosc, ale bardzo przyjemna.W koncu zawsze milo jest zyczyc sobie wszystkiego co najlepsze na nadchodzacy rok i nie tylko. Skladanie zyczen troche trwalo, bo grupa jest dosc liczna, no i w koncu zasiedlismy do stolu. 
Podano barszczyk ...wspanialy, odpowiednio kwasny, przygotowany ze swiezych buraczkow. A do tego placuszek z kapusta i grzybami. Jadlam go pierwszy raz w zyciu. U mnie w domu barszcz podaje sie z uszkami z grzybami. 




Potem jedlismy kapuste z grzybami z dodatkiem smietany. I tej potrawy nigdy nie jadlam podczas rodzinnej Wigilii. My Polki bylysmy bardzo ciekawe jak zareaguja na kwasna kapuche nasi wloscy malzonkowie. Zachowali sie jednak mesko i godnie sprobowali i nawet nie mruzyli bardzo oczu. 
Po kapuscie na stole pojawily sie krokiety z nadzieniem jajeczno-grzybnym. Kolejne nowe dla mnie danie. 
Jedlismy rowniez ryby w sosie pomidorowym, ryby w sosie chrzanowym i jeszcze jakims innym , tyle tego bylo. Nie zabraklo rowniez tradycyjnej salatki jarzynowej, ktora tutaj nie wiadomo czemu nazywa sie salata ruska (insalata russa). Oczywiscie obronilysmy poskie imie i wytlumaczylysmy, ze to polska salatka, bardzo slawna w polskich domach i grzechem jest nazywanie jej ruska. Ostania ze slonych potraw byla nasza ryba. 

Bylismy juz bardzo syci, a tu jeszcze czekaly na nas slodkosci i jedna z ciekawych krakowskich potraw. Makaron lazankowy z makiem, grzybami i rodzynkami. Poczatkowo mialam watpliwosci . Jakos dziwne mi sie wydawalo polaczenie makaronu z makiem, ale okazalo sie, ze mylilam sie. Danie smakowalo mi. 

Ze slodkosci byla rowniez wloska crostata , to tak na udobruchanie mezow, szarlotka i typowy polski sernik z rodzynkami. Co wazne sernik zrobiony byl z polskiego sera kupionego specjalnie na te okazje w polskim sklepie w Rzymie. Nie musze oczywiscie pisac, ze byl wysmienity, ale pisze to, bo naprawde byl przepyszny. 
W ogole wszystko bylo wpsaniale, a najbardziej atmosfera i towarzystwo. W Wigilie nie ma co myslec o dietach i uwazaniu na linie. Trzeba sprobowac wszystko, troszke, ale wszystko. Zwlaszcza, ze wszystko bylo dobre. 

Takie spotkania rodza wspomnienia, bardzo mile wspomnienia. Kazdy opowiadal jak to sie obchodzi swieta w ich domach, jakie sie je potrawy, w ktorym domu kladzie sie sianko pod obrus,a gdzie zostawia sie wolne miejsce dla nieznajomego przybysza. Najzabawniejsze zdecydowanie byly opowiesci o karpiach plywajacych w wannach. Dowiedzialam sie, ze nie tylko ja dawalam im imiona. Byl nawet jeden odwazny osobnik, ktory mial okazje wykapac sie karpiem, przez przypadek, ale jednak. Karp przeniesiony na czas kapieli do miski mial widocznie malo miejsca i przeskoczyl z miski do wanny. Pan domu szybko zakonczyl swoja kapiel, co zaloze sie bardzo ucieszylo karpia. 

Bardzo mily wieczor w doborowym towarzystwie. Po raz kolejny okazalo sie, ze Polska Wigilia jest najpiekniejsza na swiecie.
A teraz mamy kilka dni na przygotowanie sie do rzeczywistych swiat w rodzinnych domach. 

wtorek, 9 grudnia 2014

JASELKA, MIKOLAJ CZYLI SWIETA ZA PASEM


Dawno mnie tu nie bylo, ale od wrzesnia, czyli od rozpoczecia szkoly czas biegnie jak szalony.
W tym roku zajec mamy co nie miara. Poza szkola jest taekwondo, katecheza w sobotnie popoludnia i dodatkowo zajecia w szkole jezyka polskiego. Tak!!!

W miejscowosci niedaleko nas polski ksiadz udostepnil koscielne pomieszczenia dla Polakow i tak narodzilo sie przedszkole i kurs jezyka polskiego dla dzieci w wieku szkolnym. Oczywiscie podjelismy sie z Emanuelkiem tego wyzwania bez mrugniecia okiem, bo w koncu moj syn powinien znac jezyk ojczysty mamy.
Ze mna rozmawia po polsku malo, mama przeciez i tak rozumie. Kiedy namawiam, zeby sie bardziej staral , szybko znajduje wymowki. Nie zna polskich dzieci, wiec trudno mu znalezc kogos, poza mama, z kim moglby rozmawiac w tym jezyku. A tu latka leca i problem sie powieksza. Szybko sie zapomina, jesli nie praktykuje sie.
W polskiej szkole nie tylko przebywa wsrod polskich dzieciakow, ale i uzywa polskiego podrecznika i uczony jest przez nauczycielke z Polskiej Szkoly przy Ambasadzie. Musi odrabiac zadania, uczyc sie na pamiec, ale robi to bardzo chetnie i co poniedzialek jest przygotowany na kolejne lamanie jezyka. Bo tak to wlasnie wyglada, jak ciezka gimnastyka szczeki.
W jezyku polskim jest sporo liter, ktore sa tylko w naszym jezyku, mnostwo podwojnych spolglosek i trudna wymowa. Alfabet wloski ma tylko dwadziescia jeden liter a wymowa jest bardzo melodyjna i latwa.
Widze jednak, ze syn lubi te lekcje, jest bardzo dumny, kiedy dobrze wymawia trudne wyrazy ,a jeszcze bardziej dumny, kiedy dobrze napisze cale zdanie.
A do nauki poza ksiazka ze szkoly uzywa rowniez stara metode znana niejednemu Polakowi.





Mimo, ze od pierwszej lekcji minely tylko dwa miesiace, panie nauczycielkie podjely sie odwaznego zadania. Jaselka. I to Jaselko wylacznie po polsku z polskimi koledami, bo w koncu najpiekniejsze na swiecie. 
Poczatkowo bylam nieco przerazona. Emanuele mowi niewyraznie i nie rozumie wszystkiego, ale spodobal sie mu pomysl zwlaszcza, ze mial byc Jozefem. Dobra, mowie, robimy to ,ale tak na maksa, zeby bylo super i, zebysmy sie nie powstydzili przed widownia. Przygotowania na hura, bo czasu malo i ilez mozna zrobic w trzy godziny tygodniowo, ale dalismy rade. W domu codziennie Manu czytal koledy . Dzieciaki i rodzice spiewali Lulajze Jezuniu, Przybiezeli do Betlejem i W zlobie lezy. Dwie ostatnie trudne jezykowo i to bardzo. Manu czytal i czytal i lamal biedaczek jezyk, ale uparl sie, ze da rade, wiec ja mu nie przeszkadzalam. Dzis cale popludnie spiewal pod nosem Przybiezeli do Betlejem Pasterze , a mamie bylo tak fajnie cieplo na serduchu....

W niedziele siodmego grudnia odbyly sie Polskie Jaselka we wloskim kosciele. Przybyli zaproszeni goscie, rodzice no i oczywiscie mali aktorzy. 



Byla Maryja z Jozefem i dzieciatkiem, byli aniolowie i pasterze, byla gwiazda polarna i Krakowianka, ktora o wszystkim glosila. Dzieciaki spisaly sie na medal, swietnie recytowaly po polsku i cudownie spiewaly, z niewielka pomoca rodzicow. Bo z polskimi koledami to jest tak, ze jak je slyszysz, to trudno stac cicho i nie spiewac, serce samo rwie sie do koledowania. 




A po przedstawieniu na dzieciaki czekala wspaniala niespodzianka. Dzien wczesniej przeciez polskie dzieci odwiedzil Swiety Mikolaj. Nie moglo Go zabraknac rowniez u naszych malych Polakow.Co prawda we Wloszech do dzieci przybywa Stara Czarownica  6 stycznia, ale te dzieci sa szczesciarzami. Swietuja podwojne swieta i otrzymuja podwojne prezenty. 



Oczywiscie najpierw Mikolaj pytal czy maluchy byly grzeczne. Jakos nikt nie wrocil do domu z rozga....za to z polskimi slodkosciami. 

Zeby odpowiednio zamknac ten wspanialy dzien wszyscy podzielili sie oplatkiem i udali sie na poczestunek, gdzie glowna atrakcja byla szopka zrobiona w tradycyjnej wloskiej babce  drozdzowej Panettone. 



Panettone to tradycyjna babka drozdzowa obowiazkowa na kazdym stole w Boze Narodzenie razem z Pandoro, babka biszkoptowa. Ja zdecydowanie wole Pandoro, bo jest delikatniejsze. Najlepsze jest posypane cukrem pudrem i troszke podgrzanym w piecu.....rozpuszcza sie w ustach. Moje chlopaki zas bija sie o Panettone, zwlaszcza, jesli ma sporo rodzynek i migdalow. I tak u mnie na swieta od kiedy mieszkam we Wloszech musi byc sernik wlasnej roboty oczywiscie i pandoro z panettone. No i karp. I swieta wtedy zawsze sa udane. !