wtorek, 9 grudnia 2014

JASELKA, MIKOLAJ CZYLI SWIETA ZA PASEM


Dawno mnie tu nie bylo, ale od wrzesnia, czyli od rozpoczecia szkoly czas biegnie jak szalony.
W tym roku zajec mamy co nie miara. Poza szkola jest taekwondo, katecheza w sobotnie popoludnia i dodatkowo zajecia w szkole jezyka polskiego. Tak!!!

W miejscowosci niedaleko nas polski ksiadz udostepnil koscielne pomieszczenia dla Polakow i tak narodzilo sie przedszkole i kurs jezyka polskiego dla dzieci w wieku szkolnym. Oczywiscie podjelismy sie z Emanuelkiem tego wyzwania bez mrugniecia okiem, bo w koncu moj syn powinien znac jezyk ojczysty mamy.
Ze mna rozmawia po polsku malo, mama przeciez i tak rozumie. Kiedy namawiam, zeby sie bardziej staral , szybko znajduje wymowki. Nie zna polskich dzieci, wiec trudno mu znalezc kogos, poza mama, z kim moglby rozmawiac w tym jezyku. A tu latka leca i problem sie powieksza. Szybko sie zapomina, jesli nie praktykuje sie.
W polskiej szkole nie tylko przebywa wsrod polskich dzieciakow, ale i uzywa polskiego podrecznika i uczony jest przez nauczycielke z Polskiej Szkoly przy Ambasadzie. Musi odrabiac zadania, uczyc sie na pamiec, ale robi to bardzo chetnie i co poniedzialek jest przygotowany na kolejne lamanie jezyka. Bo tak to wlasnie wyglada, jak ciezka gimnastyka szczeki.
W jezyku polskim jest sporo liter, ktore sa tylko w naszym jezyku, mnostwo podwojnych spolglosek i trudna wymowa. Alfabet wloski ma tylko dwadziescia jeden liter a wymowa jest bardzo melodyjna i latwa.
Widze jednak, ze syn lubi te lekcje, jest bardzo dumny, kiedy dobrze wymawia trudne wyrazy ,a jeszcze bardziej dumny, kiedy dobrze napisze cale zdanie.
A do nauki poza ksiazka ze szkoly uzywa rowniez stara metode znana niejednemu Polakowi.





Mimo, ze od pierwszej lekcji minely tylko dwa miesiace, panie nauczycielkie podjely sie odwaznego zadania. Jaselka. I to Jaselko wylacznie po polsku z polskimi koledami, bo w koncu najpiekniejsze na swiecie. 
Poczatkowo bylam nieco przerazona. Emanuele mowi niewyraznie i nie rozumie wszystkiego, ale spodobal sie mu pomysl zwlaszcza, ze mial byc Jozefem. Dobra, mowie, robimy to ,ale tak na maksa, zeby bylo super i, zebysmy sie nie powstydzili przed widownia. Przygotowania na hura, bo czasu malo i ilez mozna zrobic w trzy godziny tygodniowo, ale dalismy rade. W domu codziennie Manu czytal koledy . Dzieciaki i rodzice spiewali Lulajze Jezuniu, Przybiezeli do Betlejem i W zlobie lezy. Dwie ostatnie trudne jezykowo i to bardzo. Manu czytal i czytal i lamal biedaczek jezyk, ale uparl sie, ze da rade, wiec ja mu nie przeszkadzalam. Dzis cale popludnie spiewal pod nosem Przybiezeli do Betlejem Pasterze , a mamie bylo tak fajnie cieplo na serduchu....

W niedziele siodmego grudnia odbyly sie Polskie Jaselka we wloskim kosciele. Przybyli zaproszeni goscie, rodzice no i oczywiscie mali aktorzy. 



Byla Maryja z Jozefem i dzieciatkiem, byli aniolowie i pasterze, byla gwiazda polarna i Krakowianka, ktora o wszystkim glosila. Dzieciaki spisaly sie na medal, swietnie recytowaly po polsku i cudownie spiewaly, z niewielka pomoca rodzicow. Bo z polskimi koledami to jest tak, ze jak je slyszysz, to trudno stac cicho i nie spiewac, serce samo rwie sie do koledowania. 




A po przedstawieniu na dzieciaki czekala wspaniala niespodzianka. Dzien wczesniej przeciez polskie dzieci odwiedzil Swiety Mikolaj. Nie moglo Go zabraknac rowniez u naszych malych Polakow.Co prawda we Wloszech do dzieci przybywa Stara Czarownica  6 stycznia, ale te dzieci sa szczesciarzami. Swietuja podwojne swieta i otrzymuja podwojne prezenty. 



Oczywiscie najpierw Mikolaj pytal czy maluchy byly grzeczne. Jakos nikt nie wrocil do domu z rozga....za to z polskimi slodkosciami. 

Zeby odpowiednio zamknac ten wspanialy dzien wszyscy podzielili sie oplatkiem i udali sie na poczestunek, gdzie glowna atrakcja byla szopka zrobiona w tradycyjnej wloskiej babce  drozdzowej Panettone. 



Panettone to tradycyjna babka drozdzowa obowiazkowa na kazdym stole w Boze Narodzenie razem z Pandoro, babka biszkoptowa. Ja zdecydowanie wole Pandoro, bo jest delikatniejsze. Najlepsze jest posypane cukrem pudrem i troszke podgrzanym w piecu.....rozpuszcza sie w ustach. Moje chlopaki zas bija sie o Panettone, zwlaszcza, jesli ma sporo rodzynek i migdalow. I tak u mnie na swieta od kiedy mieszkam we Wloszech musi byc sernik wlasnej roboty oczywiscie i pandoro z panettone. No i karp. I swieta wtedy zawsze sa udane. !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz