wtorek, 22 lipca 2014

TIVOLI MOJ DRUGI DOM

 Gdyby ktos mi powiedzial 20 lat temu, ze jedno z moich marzen spelni sie rzeczywiscie chyba bym mu sie zasmiala w twarz. Bedac nastolatka marzen mialam co niemiara. Jak kazdy nastolatek. Glowa wiecznie w chmurach marzac na jawie.

Jak sie jednak okazalo juz po kilku latach, jesli wierzysz naprawde i bardzo czegos chcesz, ciezko na to pracujac mozna dojsc do celu. Grzebien, do ktorego mowilam siedzac przy biurku, udajac, ze jestem dziennikarka radiowa, zmienil sie w prawdziwy mikrofon. Walkman stal sie dyktafonem cyfrowym, a ja zamienilam sie w szalona reporterke.
Zapomnialam w miedzyczasie, ze chcialam zamieszkac we Wloszech, a przygoda ta czekala na mnie tuz za drzwiami.

Od 2001 do 2004 mieszkalam w Rzymie. A od lipca  2004 mieszkam w Tivoli. Oddalilam sie od Rzymu o 30 kilometrow.

Nadal kocham moje rodzinne miasto Oswiecim i nic nigdy tego nie zmieni, ale Tivoli tez jest pieknym miastem, ktore troszke dzisiaj przedstawie.

W rzeczywistosci nasz dom znajduje sie na peryferiach miasta, w czesci wiejskiej, jak ja to nazywam. Wokol domu jest mnostwo zieleni, lasy, gaje oliwne i malo domow. Miejsce bardzo spokojne. Po troche wrzasku trzeba podjechac w gore kilka kilometrow do centrum miasta, usytuowanego jak wiekszosc miasteczek we Wloszech na wzgorzu.

Tivoli znajduje sie w centralnych Wloszech w wojewodztwie Lazio, podnalezy pod Rzym. Miasto jest mniej wiecej tak samo duze jak Oswiecim , mieszka tu 52 tysiecy osob.

W starozytnosci nosilo nazwe Tibur i mowi sie, ze jest starsze od Rzymu. Przez miasto od lewej strony plynie rzeka Aniene. Od poznych lat republikanskich w Tivoli budowano wiele willi rzymskich bogaczy, ktorych resztki dzisiaj mozna zwiedzac, jak np. Villa Gregoriana.



Atrakcji tutaj nie brakuje, jak zreszta w calych Wloszech. Pamietam pierwszy raz kiedy poszlam zwiedzac Villa d'Este. Miejsce przepiekne. Byla to siedziba kardynala Ippolito II d'Este, ktory zostal nominowany gubernatorem Tivoli w 1550 roku. Postanowil on zrealizowac te piekna wille, nazwijmy ja tak, ktorej nadal imie swojej rodziny - Villa d'Este. Jest ona slynna nie tylko z cudownych freskow wewnatrz palacu, ale miedzy innymi z ogromnego ogrodu pelnego ornamentalnych fontann. 



Co roku latem od poczatku lipca do wrzesnia w weekendy mozna zwiedzac Villa d'Este poznym wieczorem. Ponadto czesto organizowane sa koncerty muzyki powaznej . W takiej kompozycji to niesamowite zdarzenie i przezycie. 

W samym centrum miasta znajduje sie budowla troche mlodsza od starozytnych ruin. To barbakan z XV wieku Rocca Pia. 



Sluzyl on do obrony miasta oczywiscie. W osiemnastym wieku zostal on zajety przez wojska francuskie, ktore uzywaly go jako noclegownia, a pozniej jako wiezienie. 
Dzisiaj u podnozy odkryto ruiny starozytnego amfiteatru, a sam barbakan mozna zwiedzac tylko w malej czesci. Niestety nie zostal odrestaurowany i nie nadaje sie do pokazania w calej okazalosci. 

U podnozy miasta  znajduje sie letnia rezydencja imperatora Adriana, zwana Villa Adriana. 



Wybudowana w II  wieku przed narodzeniem Chrystusa ta ogromna rezydencja byla pelna wspanialych basenow, lazni i rzezb. Dzis oczywiscie pozstaly raczej ruiny, ale zachowal sie dostojnie wielki basen  oraz mnostwo rzezb.



Dla chcacych zwiedzic to miejsce radze zalozyc pare bardzo wygodnych butow, bo Villa Adriana jest ogromna. Nam zwiedzenie jej zajelo kilka godzin, ale naprwde warto, bo to piekne miejsce.

Tivoli to niewielkie miasto z przepieknym centrum historycznym. Latem czesto chodzimy na lody i wieczorne spacery po zaulkach kryjacych wiele ciekawostek. 



Tu podczas ostatniego spaceru Starym mostem w poszukiwaniu wody. Takie kraniki na szczescie we Wloszech sa wszedzie obecne. Mimo, ze lato tego roku nas nie rozpieszcza i bardzo czesto pada, ale kiedy jest sloneczny dzien, wtedy jest upal, ze hej i te kraniki z zimna woda gasza pragnienie w mig.



Lubie to moje nowe miasto, chaotyczne jak cale Wlochy, ale ma swoj czar i urok. Jedyne, czego nie lubie to to, ze bedac usytuowane na wzgorzu droga prowadzaca do Tivoli jest pelna zakretow i chociaz jestem dobrym kierowca takie zakrecone drogi nie naleza do moich ulubionych. To taka mala dywersja.

Goraco zapraszam do Tivoli , a jak ktos lubi zwierzeta to chetnie przedstawie moich sasiadow. 








niedziela, 20 lipca 2014

FAIRYLANDS FESTIWAL CELTYCKI W CIEPLY LIPCOWY WIECZOR

  Oj zaniedbalam Semottolandie i to bardzo. Nieladnie. Poprawie sie szybko, bardzo szybko. Zwlaszcza, ze nazbieralo mi sie sporo do pisania. Uwielbiam dzielic sie moimi historiami. Nie wazne jest dla mnie czy to historia bardzo ekscytujaca czy jakas ciekawostka. Milo mi sie z kims podzielic. To tak, jakbym pisala otwarty pamietnik.

Ostatnio malo pisalam, bo zajec mialam mnostwo. Ten rok szkolny dal sie we znaki. Czasami mialam wrazenie, jakby Emanuele chodzil do szkoly szesc a nie piec dni w tygodniu. W sobote czesto bylismy pol dnia poza domem, bo najpierw mial zajecia z taekwondo ( do opisania) i katechizm. Wracalismy w porze kolacji. Fakt, ze szkola skonczyla sie szostego czerwca, ale mimo, to bylismy bardzo zajeci. Manu 21 czerwca mial pierwszy egzamin z taekwondo, wiec chcial sie dobrze przygotowac. Zdal go spiewajaco czyniac mnie najdumniejsza mama na swiecie.

Po egzaminie przygotowalismy wyjazd na wczasy ( tez cos naskrobie) i tak w rzeczywistosci dopiero od kilku dni mam troche luzu.

W ramach tegoz luzu jak co roku wybralismy sie rodzinnie na festiwal celtycki. Juz od dziesieciu lat organizowany jest on w pobliskim miasteczku Guidonia.



Ja nie jestem ekspertem tej kultury, ale bardzo podoba mi sie muzyka celtycka i irlandzkie tance. No i za nic w swiecie nie moge przepuscic okazji, kiedy w jeden wieczor widze mnostwo facetow ubranych w spodnice - kilt. Zawsze myslalam, ze maja oni wystepowac , a w tym roku odwazylam sie zapytac. Czasami odzywa sie drzemiaca dziennikarka i zaczepiam kogo popadnie, zeby dowiedziec sie jak najwiecej. Okazalo sie, ze panowie w spodnicach to tylko obsluga festiwalu. Nic to, napatrzylam sie na chlopakow tanczacych w rajtuzach :-))))

Poza ciekawskimi z miasta i okolic bylo rowniez sporo uczestnikow festiwalu ubranych w celtyckie odzienia starannie oddajace atmosfere epoki. 




Nie moglo zabraknac oczywiscie typowych dla takich okazji kioskow z robotkami recznymi oraz przedmiotami dotyczacymi kultury celtyckiej . 




W tym roku po raz pierwszy zorganizowano rowniez park tylko dla dzieci. Mogly one postrzelac z luku, powalczyc na szpady i tarcze, zalozyc kilt - chlopcy a dziewczynki dostawaly typowie wianki. 




Jesli festiwal celtycki to nie moglo zabraknac piwa. Guinnes lal sie litrami, ja sprobowalam tylko kilka lykow od malzonka, bo mimo, ze pochodze z kraju, gdzie produkuje sie swietne piwo i wypilam kilka kufli w mlodosci, to ciemne piwo nie nalezy do moich ulubionych. Zdecydowanie wole piwo marki Zywiec. 
 Z alkoholi degustowano rowniez sidromiele zrobione z fermentowanych jablek i miodu. Dziwne, ale calkiem niezle. W smaku troche cierpkie z nutka slodyczy, bo miodu to raczej bylo niewiele, ale skoro jest festiwal, to trzeba zapoznac  sie ze smakami typowymi dla tej kultury. 




Jakos to dziwne, ze we Wloszech organziowany jest festiwal celtycki, ale poszperalam w internecie i okazalo, sie, ze  to kultura bardzo popularna tutaj nie tylko ze wzgledu na cudowna muzyke, ale miedzy innymi Wlochom podoba sie sposob myslenia, kulturia bogow, magia, totemy czy bozki pomagajace w szczesciu. Na straganach bylo tego co niemiara, do wyboru do koloru. Ja kupilam sobie malutkiego grzybeczka. Tak naprawde jak to powiedziala pani sprzedajaca te cudenka, grzybeczek sam mnie wybral
:-) 
Powinien przyniesc mi sporo szczescia, bo to oczywiscie zaczarowany grzybeczek, wystarczy tylko, ze sie nim odpowiednio zaopiekuje. Raz w roku powinnam zaniesc grzybeczka do lasu, zostawic pod drzewem przez piec minut i w ten sposob naladuje sie nowa energia na nastepny rok. Z zaniesieniem do lasu nie bedzie zadnego problemu , bo przeciez mieszkam obok lasu :-)
Poza tym obowiazkowo na takim festiwalu trzeba kupic magiczna wrozke ( fata incantata) , ktora zadba o dom, rodzine i ogolne nasze powodzenie. Natomiast panie, ktore staraja sie o potomstwo powinny nabyc dzwoneczki wzywajace aniolow dobrej nadziei. One pomoga w staraniu sie o dziecko. 

Wszystkie te legendarne tlumaczenia maja wiele z poganskiego zycia, ale jesli cos pomaga wierzyc, ze zycie moze byc piekniejsze, to ja nie widze w tym nic zlego. 

A na koniec super atrakcja byl taniec z ogniem. 



Taniec mimo, ze piekny nie mail jednak nic wspolnego z celtycka kultura, no chyba, ze tancerki moznaby wziac za czarownice, bo oczarowaly one publicznosc do tego stopnia, ze bisowaly po wystepie tanczas na srodku glownej ulicy. 



Tak oto przepieknym tancem brzucha, a raczej ogladaniem tanca, zamknelismy wspanialy wieczor bogaty w wiele atrakcji. Festiwal trwal cztery dni, nie ominelam zadnego. Do zobaczenia tradycyjnie za rok. :-)