Dla mnie to beda juz szesnaste swieta Bozego Narodzenia na obczyznie. Jak ten czas leci...
Wspomnien mam wiele zwiazanych ze swietami. Sa i wesole i smutne. Zachowuje je zazdrosnie i staram sie nie zapomniec. Te najdalej, do ktorych ostatnio siegam zwiazane sa oczywiscie z dziecinstwem.
Moj syn przedwczoraj, kiedy zgodnie z wloska tradycja ubieralismy choinke w swieto Niepokalanej 8 grudnia, zapytal : Mamus, a takie najcudowniejsze swieta , jakie pamietasz, to jakie sa? Oczywiscie te poza tymi ze mna i tata?
Moje dziecko jest bardzo sentymentalnym mlodziencem i lubi rodzinna atmosfere zwlaszcza w swieta. A ja na pytanie bez myslenia za duzo, odpowiedzialam : oczywiscie u dziadkow ze strony mojej mamy. Pamietam doskonale, kiedy bylam mala dziewczynka w Wigilie jechalismy autobusem PKS do babci w Osieku. Robilo sie wczesnie ciemno, ale nie za bardzo, bo przeciez byl snieg. Z dziecinstwa pamietam sporo sniegu, jak skrzypial pod kozakami Relaks, a mroz szczypal w nos. Ja bylam opatulona w czapke i szalik recznie robione na drutach przez babcie i futerkowy plaszczyk ( mam nawet zdjecie w kuferku z Polski). Jeszcze wtedy nie bylo tylu swiatelek na ulicach, ale i tak czulo sie intensywana atmosfere w powietrzu. U babci w domu bylo przyjemnie cieplo, bo sie grzalo jeszcze w kaflowych piecach. Przyklejalam sie do tego pieca zaraz po wejsciu, a dziadek Ignacy pytal co chwile : Agniesiu dodac wegla czy tak jest dobrze? W calym domu mieszaly sie zapachy barszczu, zuru, smazonego karpia i drozdzowego ciasta. Razem z bratem klocilismy sie, kto zje wiecej cukierkow z choinki. Tak. Bo babcia choinke stroila w mnostwo cukierkow. Wtedy miala jeszcze tylko dwoje wnukow, bo brat mamy byl kawalerem, wiec wszystko bylo dla nas. Pamietam dlugie cukierki pakowane w kolorwe sreberka, ktore pelnily role sopli na drzewku, to byly te moje ulubione. Byly jeszcze kasztanki, malaga i inne pysznosci. Oczywiscie choinka babci w szybkim tempie robila sie ubozsza, bo wujek tez sie do tego dokladal, o co, klocilismy sie czesto. Wnuki wygrywaly.
Prezenty pod choinke nie od razu weszly w nasza rodzinna tradycje, raczej uzywalo sie Mikolajki 6 grudnia.
Pierwszy raz, kiedy jednak pod choinka u babci pojawily sie kolorowe pakunki czulam sie najszczesliwsza dziewczynka na swiecie, bo i do mnie Aniolek zawital (tak to sie tlumaczylo, nie mogl byc Mikolaj ponownie). Znalazlam wtedy wymarzonego bobasa ze smoczkiem i gleboki wozek koloru bordeaux . Chyba najcudowniejsze prezenty z dziecinstwa w latach osiemdziesiatych.
Jako starsza juz dziewczyna pamietam, ze lubilam bardzo patrzec wieczorowa pora za okno i obserowac padajacy snieg i odblaski z latarni przy moim bloku. Wypatrywalam pierwsza gwiazde, zebysmy mogli siasc do Wigilii. Wazne bylo tez sluchanie i spiewanie koled. Te wlasnie tradycje przenioslam i do mojej osobistej rodziny. Oczywiscie jest to pomieszane, bo ja po polsku, po angielsku i wszyscy razem po wlosku. Emanuele obowiazkowo czyta o narodzeniu Chrystusa i zanim usiadziemy do stolu lamiemy sie oplatkiem. W mojej nowej rodzinie bardzo chetnie zostaly przyjete te piekne polskie tradycje.
We Wloszech ubieramy choinke 8 grudnia w swieto Niepokalanej Maryi, a nie tak, jak w Polsce 24 grudnia w Wigilie. Wlaczamy playliste swiateczna i spiewajac najglosniej jak tylko sie da stroimy caly salon i ostatnio pokoj Emanuela. Zajmuje nam to dokladnie caly dzien, bo przy okazji wyglupom i dyskusjom dajemy popust, ale przeciez o to wlasnie chodzi. Dodatkowo trzeba wytlumaczyc kotu, ze bombki to nie jego pileczka i nie powinien probowac zdejmowac ich z choinki. Wystarczy wlaczyc odkurzacz, a on ucieka do sypialni pod lozko.
Poza choinka przygotowujemy dokladnie i z wypracowanym detalami szopke, ktora w niektorych regionach Wloch jest bardziej wazna od drzewka. W moim polskim domu wystarczylo pod choinke postawic kartonowa szopke i bylo dobrze. Tutaj organizuje sie konkursy na najpiekniejsza i najbardziej fantazyjna kreacje. My ze wzgledu na brak miejsca zadowalamy sie mala inscenizacja Bozego Narodzenia z polskim akcentem. Mamy prawdziwa polska drewniana szopke zrealizowana przez mojego sasiada, 90 letniego dzis artyste, ktory przez lata tworzyl dziela z drewna do parafii z mojej dzielnicy, a szczesciem jest to przyjaciel mojego ojca. Tak wiec ponownie polaczone tradycje.
W tym roku nareszcie znalezlismy troche czasu, zeby wybrac sie do Neapolu i obejrzec najbardziej wymyslne szopki i osobistosci specjalnie do nich przygotowywane. Via San Gregorio Armeno jest znana na calym swiecie. To malenka i waska uliczka typowo wloskiego centrum historycznego, gdzie jest mnostwo malych sklepikow i laboratoriow, w ktorych wykonywane sa recznie szopki i figurki do szopek.
Niestety ze wzgledu na niesamowity tlum i moj niski wzrost nie mialam okazji obejrzec wszystkiego tak dokladnie jakbym chciala, ale i tak jestem zadowolona z wycieczki.
To taka sama atrakcja jak krakowskie szopki, ktore koniecznie trzeba zobaczyc chociaz raz w zyciu.
Jak widac dzisiejsze szopki sa dostosowane do panujacej mody. Nie brakuje znanych pilkarzy, piosenkarzy, politykow i temu podobnych. W mojej szopce nie zagoszcza, bo kocham tradycje i trzymam sie ich kurczowo, ale figurki te sa slawne i czesto zamawiane nawet przez wazne osobistosci i oczywiscie kosztuja sporo. Sa kolorowe i troche kiczowate jak na wloskie tradycje przystalo.
W tym roku zapowiada sie mega atrakcyjna i ciekawa Wigilia. Pisze to z lekka ironia i wielkim strachem, bo bedzie cala rodzina mojego meza, w sumie 20 osob, ale juz zapowiedzialam, ze kazdy ma przygotowac cos, zebym nie spedzila w kuchni calego dnia i wieczoru. To ma byc tez specjalny wieczor dla mnie.
W oczekiwaniu na magiczna noc obmyslam menu polsko- wloskie.....
























