Kolejne swieta przed nami. Jestesmy gotowi cala rodzinka. Dzisiaj przezylam chaos ostatnich zakupow. Byla kolejka nawet po wozek . W sklepie oczywscie tlum, ale musialam odebrac zamowione cozze i vongole (malze duze i male), bo nie moze byc Wigilii bez tradycyjnego makaronu z owocami morza. Dokupilam tez torrone - prostokatna twarda czekolada z calymi orzechami, tym razem z gorzkiej czekolady. Trzeba uwazac na linie, hahaha. Do wozka trafilo tez kilka butelek czerwonego wina, ktore nie boje sie pic nawet do ryby. Wiem, ze do potraw rybnych powinno sie pic biale wino, ale po bialym winie czesto boli mnie glowa, a tego jakos nie chcialabym przezywac w swieta.
Dom jest wystrojony juz od 8 grudnia. We Wloszech ubiera sie choinke i przygotowuje szopke wlasnie tego dnia. W swieto Nawiedzenia Najswietszej Marii Panny. Jest to wolny dzien od pracy, ktory wloskie rodziny spedzaja na przystrajaniu domow na swieta. Swiateczne ozdoby zdejmuje sie po 6 stycznia, po swiecie Trzech Kroli. Inaczej niz w Polsce, gdzie ubieralismy choinke 24 grudnia i rozbieralismy ja 2 lutego.
Wlosi uwielbiaja swiatla. Wieszaja je gdzie popadnie. Moj maz tez je lubi. Pamietam pierwsze swieta razem. Kolorowe swiatelka byly porozwieszane w calym domu. Dla mnie to bylo troche przesadzone, bo pachnialo mi kiczem i brakiem gustu, ale nie chcialam psuc duzemu chlopcu zabawy i postanowilam, ze tamtym razem tak moglo byc. Poza tym byly to pierwsze swieta razem, oczekiwalismy dziecka, wiec bylo dobrze. W kolejne swieta wtracalam swoje trzy grosze i pokazalam, ze kocham ustawiac ozdoby i przystrajac dom, ale po swojemu. Maz odpuscil i dal mi wolna reke, ale byl zadowolony z efektu koncowego. Przekonal sie miedzy innymi, ze jednokolorowe swiatelka tworza rownie piekna atmosfere i nie daja wrazenia, ze dom jest jak juke - box.
Do jego zadan nalezy zamontowanie lancuchow choinkowych i swiatel. Ja jestem za malutka, zeby skakac pod sufit , dlatego wybralam sobie za meza wysokiego faceta, haha. No i najwazniejsza praca po ubraniu choinki. Gwiazda na czubku. To obowiazek i tradycja, ze glowa rodziny na sam koniec ubierania choinki wklada gwiazde lub szpic na czubek drzewka. U nas od kilku lat jest gwiazda.
Ozdabiamy poza tym luk i kominek,
Co prawda prezenty znajdujemy pod choinka, a nie w skarpecie, ale tradycyjnie juz wieszamy je przy kominku. Moze kiedys i w skarpecie znajdziemy jakies podarki.
Ja dodatkowo bawie sie w ustawianie roznych ozdobek na stole i stoliczkach. Lubie czuc magiczna atmosfere swiateczna.
I jeszcze stol.
W tym roku odkurzylam stare pudlo z narzedziami do dekoracji i robotek recznych. To dzieki temu, ze odkrylam wspaniala strone internetowa pinterest.com, na ktorej widzialam mnostwo cudownych pomyslow do dekoracji domu. Wiele z prac zrobionych przez takie same milosniczki jak ja stylu shabby okazaly sie latwe do zrealizowania. Odwazylam sie i ja, i stworzylam swiateczna korone na drzwi, z ktorej jestem szalenie dumna.
Tak, tak to moje dzielo. Nie spodziewalam, sie, ze drzemie we mnie az tyle talentu. Okazuje sie, ze to prawda, ze czlowiek uczy sie i doskonali przez cale zycie.
Moj dom mimo, ze wloski nie bylby moim domem, gdyby nie bylo w nim tez polskich akcentow. Obowiazkowo co roku na honorowym miejscu stawiam recznie malowana i zdobiona bombke, prezent z Polski.
Przedstawia ona wspaniala polska biala zime, ktorej bardzo mi brak we Wloszech. W regionie, w ktorym mieszkam zima czesto pada, bo jest za cieplo na snieg.
Kolejna czastka Polski w moim swiatecznym domu to Mikolaj.
Zostal on przekazany kolejnemu pokoleniu, to jest mojemu synowi. Mikolaj ten zawital w rodzinie chyba 20 lat temu. Rodzice kupili go na bazarze od rosyjskich turystow, ktorzy przyjezdzali na handel do naszego miasta. Przez lata Mikolaj stal pod choinka w moim rodzinnym domu. Kiedy urodzil sie Emanuele , dostal go w prezencie na swoje pierwsze swieta Bozego Narodzenia. Jest to specjalny prezent. Nie tylko dlatego, ze to prezent od dziadka, ale tez dlatego, ze to Mikolaj wedrowca, tak, jak ten z basni. Syn bardzo o niego dba. Mam nadzieje, ze pozna nastepne pokolenia.
We wloskim domu podczas swiat Bozego Narodzenia nie moze zabraknac szopki. Zwlaszcza na poludniu kraju. Bywa, ze szopka jest wazniejsza od choinki. Na calym swiecie slynne sa szopki z Neapolu. Tak, jak te polskie z Krakowa. W Neapolu robi sie bardzo duze szopki. Ustawia sie rozne krajobrazy i postaci , nie tylko Swieta Rodzine i pasterzy. Zazwyczja pojawiaja sie politycy lub osoby slawne.
W naszym domu szopka jest nieduza. Nie mamy miejsca, zeby zrobic duza szopke, wiec zadowalamy sie jej mala wersja.
Nie ma jeszcze Dzieciatka, bo ma sie dopiero urodzic. Zgodnie z tradycja figurke Jezusa stawia sie o polnocy z 24 na 25 grudnia. Stajenke natomast mamy z Polski. Zrobil ja przyjaciel mojego taty. Tak wiec i tutaj lacza sie oba kraje.
A takie duze szopki mozna zobaczyc we wloskich domach. Tutaj u mojej przyjaciolki. Ze studzienki leciala woda, a u piekarza w piecu byl ogien.
Jutro wieczorem podczas Wieczerzy polaczymy kolejny raz polskie tradycje z tymi wloskimi. Pomodlimy sie, podzielimy oplatkiem ( we Wloszech sie nie uzywa) i zasiadziemy do stolu . Zaczniemy od barszczu z uszkami, potem zurek z ziemniakami i suszonymi grzybami, spaghetti z malzami , smazony karp i pieczone krewetki a na koniec pandoro i panettone, orzechy i owoce. No i na wielki final otworzymy prezenty, to tradycja miedzynarodowa, a o polnocy pojdziemy na Pasterke.
Po raz kolejny przezyje wspaniale polsko-wloskie swieta .

















































