Bo Italia znana jest miedzy innymi z bardzo slonecznej pogody. Jak zreszta inne kraje srodziemnomorskie. Ja uwielbiam zime, ale te nasza polska, cudowna, biala, puchowa. Nadal do niej tesknie zwlaszcza w Boze Narodzenie. Tu taka zime mozna zobaczyc na polnocy kraju przy granicy z Niemcami, Austria, Francja czy Szwajacaria, gdzie zreszta klimat jest prawie taki sam jak w Polsce. Zima jest zimno, ale da sie wytrzymac.
Natomiast w centralnych Wloszech, gdzie klimat jest bardzo wilgotny zima jest okropna. Dlugo jest cieplo, np. w Boze Narodzenie na termometrze widnialo 20 stopni, a potem jak zaczyna padac to praktycznie nie przestaje przez dwa miesiace. Ma sie wrazenie, ze sie jest w Anglii. Nie lubie absolutnie.
Wyjatkiem byla zima sprzed dwoch lat, kiedy to niespodziewanie w lutym w Rzymie i okolicach spadl snieg. Cos niezwyklego. Bylismy zablokowani przez tydzien, ale za to szczesliwi jak male dzieci. Zablokowani, bo region nie byl przygotowany na taki przebieg zimy.
Cos, co zauwazam od kilku lat to drastyczna zmiana pogody. Ostatnimi czasy bardzo czeste sa trzesienia ziemi nawet tam, gdzie bardzo rzadko mialy miejsce. Podczas burz opady gradu to czeste zjawisko i co najgorsze drzewa opadaja jak owoce z drzew. Akurat w tym temacie jestem dobrze zorientowana.
W zeszlym roku w ostani dzien wakacji przez Lazio, region, w ktorym mieszkam przeszla tak okropna burza, ze mnie sie wydawalo, ze to koniec swiata. W telewizji pokazywali ogromne zniszczenia. Zal mi bylo ludzi, ktorych one dotknely, ale nigdy bym nie powiedziala, ze i nas to dotyczy.
Wrocilismy do domu nastepnego dnia . Parkujac pod brama domu zauwazylismy dziwna pustke w miejscu ogromnego drzewa, ale myslelismy, ze ktos podcial galezie, ktore wychodzily poza posesje. W momencie, kiedy maz otworzyl brame uslyszalam okropny krzyk. Wyskoczylismy z synem z samochodzu i ....nie zobaczylismy domu. Dom i plac przed domem, alejka i skwerek przykryte byly ogromnym swierkiem o wysokosci chyba 40 metrow i starym, jak swiat.
Strach, szok i inne temu podobne uczucia mieszaly sie nam w glowach. Synek zaczal plakac, ze nie mamy juz domu, ja, ze trzeba szybko dzwonic po pomoc a maz wolal psa, jednoczesnie schodzil sprawdzic sytuacje.
Kiedy uslyszelismy wycie psa uspokoilismy sie nieco. Pies zyje i to jest wazne. Na szczescie szybko okazalo sie rowniez, ze i dom jest caly, Drzewo spadlo przed domem, doslownie zatrzymalo sie kilka centymetrow przed drzwiami wejsciowymi. Zadzwonilismy po pomoc. W takich momentach zawsze mozna liczyc na prawdziwych przyjaciol. Pieciu facetow do poznej nocy pracowalo pilami elektrycznymi zebysmy mogli wejsc do domu. Tu na zdjeciu juz na drugi dzien po grubszym posprzataniu. Jakos nie mialam w glowie robienia zdjec podczas uwalniania psa i przejscia.
Sprzatanie samego placu zajelo nam prawie tydzien, ale nic to, wazne, ze dom byl caly. Poza kilkoma dachowkami i doniczkami nic innego sie nie zniszczylo. Musialam tez na nowo zasadzic moje ziola, ale to szczegol. Jak sie pozniej okazalo z opowiadan znajomych wlasnie tego dnia, kiedy byla burza, przez nasza okolice przeszla tromba powietrzna. Wiatr mial tak ogromna sile, ze drzewa doslownie kladly sie na ziemi. Nasze drzewo stalo na wzgorku, samo. Szperajac po internecie dowiedzialam, ze ten typ drzewa ma niestety plytkie korzenie i zdarza sie, ze pod wplywem silnego wiatru opadaja.
Az trudno uwierzyc, ze tak ogromne drzewo moze miec takie male korzenie.
Po calym tym zdarzeniu do dzis pozostal mi strach, kiedy wieje silny wiatr zwlaszcza, ze mamy drugie takie samo drzewo za dome. To na szczescie znajduje wsrod wielu innych drzew, wiec jest malo prawdopodobne, ze i ono opadnie, ale ja mimo to mam stracha.
Mimo to powtarzam sobie, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. Dzieki temu wypadkowi mamy sporo drzewa do palenia w kominku co zima uwielbiamy. Moj maz moze godzinami wpatrywac sie w ogien. Mowi, ze ma magiczna moc, uspokaja go i bardzo relaksuje.
Poza tym przewidzielismy, ze spora czesc pnia wykorzystamy na jakies robotki. To znaczy ja dalam pomysl a maz zrealizowal. Mieszkajac na wsi najlepszym rozwiazaniem jest zagospodarowanie podworka.
To moja perelka. Taka donice widzialam bedac u kolezanki w jej gorskim domku. Spacerujac po miasteczku przy wielu domach byly takie donice. Bardzo mi sie spodobaly i planowalam, ze predzej czy pozniej poprosze meza, zeby mi taka zrobil. Kto by pomyslal, ze nie bede musiala dlugo na nia czekac.
Maz natomiast postanowil, ze zrobi lawki. Latem czesto zapraszamy przyjaciol na grilla i plastikowe krzesla nie zawsze wystarczaly. Rozwiazalismy ten problem dzieki drzewu.
W sumie sa cztery duze lawki, tak ze mozemy urzadzic male przyjecie. Latem jest rewelacyjnie, zwlaszcza wieczorem, spokojnie, gwiezdziste niebo, jak w raju.
Dodatkowo okazalo,ze dzieki temu, ze drzewo spadlo moglismy przyspieszyc sprawe paneli slonecznych. Wczesniej nie bylo wiadomo czy bedzie mozliwe zainstalowanie ich na dachu domu wlasnie ze wzfledu na wysokie drzewo. Wobecnej sytuacji nic nie stalo na przeszkodzie. I tak dzisiaj nie dosc, ze mam super donice, swietne lawki, drzewo na opal to jeszcze oszczedzam sporo na energii elektrycznej.
Ale nie chcialabym, zeby zawitala tu kolejna tromba powietrzna.
Zdecydowanie o wiele bardziej wole piekna i sloneczna Italie.





I ja tez wole te sloneczna. Ucieklam tej zimy do Polski. Do cieplego mieszkania i mniejszej wilgotnosci. i czuje sie lepiej. Te trabe pamietam, jak i tamta zime... prawdziwa :)
OdpowiedzUsuń