Za oknem pada, ciagle pada. I tak juz prawie 3 tygodnie. Najcudowniejszy moment do czytania. Czegokolwiek. Na komodce przygotwane ksiazki, czasopisma, tablet i komputer. Wiec czytam, czytam. Zaczytalam sie w bloggach. Fajna sprawa. Kilka lat temu probowalam, ale jakos nie wyszlo. Wolalam czytac historie innych. Moja jest tak zagmatwana i trudna, ze nie wiem jakbym miala zaczac.
Sprobuje co mi z tego wyjdzie.
Mam na imie Agnieszka, za 16 dni skoncze 37 lat. Od prawie 13 lat mieszkam we Wloszech, 30 km od Rzymu. Jestem zona i mama. Maz Wloch , neapolitanczyk to moja druga polowka, wspanialy facet, wielki misiek o najcudowniejszym sercu na swiecie. Syn, Emanuele w czerwcu skonczy 9 lat, to moje cale zycie, moja duma i moje szczescie - jak kazdej mamy :-)
Jestesmy szczesliwa rodzina, bardzo normalna i bardzo kochajaca sie. Kiedys marzylam o takim zyciu i oto najlepszy przyklad, ze marzenia sie spelniaja. Moje czesto sie spelnialy. Dzieki temu mimo wielu chwil nieprzyjemnych udawalo mi sie isc do przodu.
13 lat temu zaczynalam moje zycie od nowa. Emigracja byla konsekwencja calkiem sporych problemow w Polsce. Wyjechalam, zeby od nich uciec z jednej strony i, zeby wlasnie zaczac wszystko od nowa. To byla bardzo trudna decyzja, wiele mnie kosztowala, ale dzis wiem, ze dobrze zrobilam. Czasami zycie wlasnie tego od nas wymaga. Znajdujemy sie na rozdrozu i musimu podjac bardzo trudna decyzje. Za soba zostawilam 24 lata zycia w ojczystym kraju, rodzine, znajomych, prace, ktora uwielbialam. Problem w tym, ze sytuacja, w jakiej sie znajdowalam spowodowana byla przez moja najblizsza rodzine i trwala przez ladnych pare lat. Bylam wykonczona, wlaczone w to byly inne osoby, rodzina , znajomi, sasiedzi. Miasto nieduze, ludzie sie znaja....
Faktem jest, ze w 2001 roku wyjechalam. Na poczatku Wlochy mialy byc przystankiem w drodze gdzie indziej. Zatrzymalam sie tutaj, bo bylam zakochana w tym kraju. Majac 16 lat bylam na szkolnej wycieczce we Wloszech . Zwiedzilam Wenecje, Padwe, Asyz, Florencje, Rzym i Rovereto i jak wielu innych zakochalam sie w slonecznej Italii. Ach.... kto by powiedzial, ze kiedys tu zamieszkam :-)
Zawitalam do Rzymu ...i juz zostalam. Nie bylo bardzo trudno, bo mowilam swietnie po angielsku i radzilam sobie po wlosku, ktorego uczylam sie na studiach. Dobrze, ze znalam troche wloskiego, bo Wlosi z angielskim nie radza sobie najlepiej, a ci, ktorzy mowia po angielsku maja kiepska wymowe i ciezko ich zrozumiec. Zreszta wloski to bardzo latwy jezyk zwlaszcza w porownaniu z polskim, hahahaha.
Znalazlam prace, dom i zaczelam zyc we Wloszech. W kazdej wolnej chwili odkrywalam wieczne miasto i zakochiwalam sie coraz bardziej w tym miejscu. Az po dwoch latach zycia tutaj zakochalam sie w przystojnym policjancie. Dzis jestem zona tego przystojniaka. :-)
W czerwcu 2005 roku urodzil sie nasz syn.
W kwietniu tego roku bedzie 13 lat, jak tu mieszkam. Bilans ogolny jest jak najbardziej pozytywny, ale nie ominely mnie i nieprzyjemne przygody. Wlosi to mily narod, ale niezbyt przychylnie patrza na malzenstwa mieszane. Zwlaszcza jesli zona pochodzi z Europy Wschodniej (wedlug Wlochow), jest sporo mlodsza od meza ( 13 lat) i nie jest typowa kura domowa. Sporo czasu zajelo mi rowniez dostosowanie sie do lekkiego podejscia do zycia tego narodu , niepunktualnosci, halasliwosci, braku organizacji i ciaglego plotkowania. Poczatki byly ciekawe, oj bardzo ciekawe, ale z pomoca meza, przyjaciolek i mojego samozaparcia "dostosowalam " sie i zyje szczesliwie choc dzis juz nie w Rzymie a na obrzezach w niewielkim domku na wsi z mezem, synem, psem, kotem i jednym baranem, ktorego nazwalismy Gilda.
A reszta powoli, powoli nastepnymi razy .....itd.itp.
A wiec wszystkiego najlepszego na drodze blogerki. Zapowiada sie ciekawy blog. Bede czestym gosciem. :)**
OdpowiedzUsuńdziekuje bardzo :-)
Usuńzatem witamy drugą "Włoszkę" :) Czekam na ciąg dalszy i serdecznie pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńdziekuje bardzo i rowniez pozdrawiam :-)
Usuńpowodzenia! :)
OdpowiedzUsuńdziekuje :-)
OdpowiedzUsuń